KOMIKS 

Chew #3: Delicje deserowe – misterna układanka [recenzja]

Każdy kolejny tom serii “Chew” to niemalże mała uczta, zarówno pod względem treści jak i wizualizacji. W trzecim albumie Layman i Guillory również nie zawodzą, a “Delicje  deserowe” to kawał świetnego komediowego kryminału z domieszką science fiction i kulinariów.

Z “Chew” jest jak ze starym, dobrym winem – im więcej się go pije, tym więcej się go pragnie.

“Chew” czytam od samego początku, czyli od debiutu w 2009 r. Seria od razu urzekła mnie swoją lekkością, zwariowanym humorem i udanym połączeniem kilku gatunków. Polska wersja jest więc dla mnie drugim do niej podejściem i w zasadzie dopiero teraz uderza mnie jej precyzja i złożoność. Czytając ponownie, uwagę bardziej zwracam na drugi plan i porozrzucane tu i ówdzie tropy i poszlaki. A tych jest zatrzęsienie. Z jeden strony Rob Guillory zapełnia kadry kolejnymi zabawnymi fiszkami – jedne nawiązują do wydarzeń z komiksu, inne do popkultury, kolejne nabijają się z celebrytów (komiksowych też) lub zawierają cięte komentarze – i komicznymi sytuacjami w tle, a z drugiej Layman podsuwa mniej lub bardziej oczywiste wskazówki co do kolejnych wydarzeń, a to poprzez niby nic nieznaczący dialog bądź wydarzenie, które w dalszych częściach doczekują się rozwinięcia i trafiają na pierwszy plan fabularny, a to poprzez bohatera, który pojawia się na ułamek sekundy, znika i wraca ze zdwojoną siłą. Tak więc “Chew” to nie tylko kapitalna intryga z interesującymi zabiegami narracyjnymi, ale i precyzyjna układanka, odsłaniająca swoje tajemnice dopiero przy kolejnym czytaniu. A przy tym niezmiennie zabawna i absorbująca.

Ale to wszystko to tylko dodatek, najważniejsza wciąż jest główna fabuła. Tym razem Tony Chu i John Colby, agenci specjalni FDA, trafiają na trop snobistycznego klubu, którego członkowie spożywają potrawy z rzadkich i zagrożonych wyginięciem gatunków. W dalszej części tropią organizatorów nielegalnych walk kogutów i trafiają na starego, dobrego znajomego, który wcześniej pomieszał im szyki. Layman wciąż i wciąż rozwija swój świat, tym razem serwując nie tylko nowe wątki ale też i wracając do tych zawieszonych, dając jednocześnie do zrozumienia, że całość ma starannie przemyślaną i zaplanowaną. Dzieje się dużo i szybko, akcja skacze pomiędzy postaciami i lokacjami, ale w gąszczu tych wszystkich ścieżek naprawdę trudno się zgubić. Scenarzysta prowadzi fabułę w sposób przejrzysty i zrozumiały, znajduje też mnóstwo miejsca na rozwój bohaterów, którym w “Delicjach…” poświęca bardzo dużo czasu. Poszczególne relacje i odkrywane nowe karty zaskakują i autentycznie bawią, sprawiając, że seria staje się coraz bardziej nieszablonowa i jeszcze ciekawsza.

Z “Chew” jest jak ze starym, dobrym winem – im więcej się go pije, tym więcej się go pragnie. Zapewnia bowiem moc niecodziennych doznań i przenosi do świata niedostępnego zwykłym śmiertelnikom, wywraca go do góry nogami i uzależnia.

Sony Music
Poprzedni

Saint Cecilia (EP) - niespodzianka dla fanów [recenzja]

Foto: PAP / Tytus Żmijewski / materiały prasowe
Następny

Śmierć i dziewczyna, czyli pan minister walczy z porno [wiadomości] [teatr]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz