KOMIKS 

Comanche #1: Red Dust – Klasyczny komiksowy western [recenzja]

Wprowadzanie na polski rynek kolejnych pozycji od Hermanna trwa. Tym razem czytelnicy dostali do rąk niewydany wcześniej klasyk westernu, „Comanche”, który rysownik współtworzył z zasłużonym scenarzystą, Gregiem. Jak wypada po latach od premiery?
Pierwszy tom komiksu Hermanna i Grega to zalążek bardzo przyjemnego westernu, łączącego przygodę, kryminał i całkiem sympatyczną warstwę obyczajową.

Komiks opowiada historię zakapiora Reda Dusta, który po rozmaitych przebojach przybywa do niewielkiego miasteczka w poszukiwaniu pracy. Znajduje ją na pobliskim ranczu, zwanym właśnie Comanche. Właścicielka przybytku boryka się jednak z rozlicznymi problemami. Comanche dogorywa, a na ziemi chce położyć łapy jakiś tajemniczy nabywca, wysługujący się typami spod ciemnej gwiazdy.

Pierwszy tom komiksu Hermanna i Grega to zalążek bardzo przyjemnego westernu, łączącego przygodę, kryminał i całkiem sympatyczną warstwę obyczajową. Scenarzystę stać na bardzo zgrabne puenty niektórych scen i porządne dialogi, w dodatku bohaterowie są zwyczajnie sympatyczni. To takie typowe wesołe zakapiory i obdartusy z wyobrażeń o Dzikim Zachodzie. Może nie należą do najbardziej złożonych psychologicznie sylwetek w historii gatunku, ale wciąż dają radę.

Czyta się to wszystko bardzo przyjemnie, narracja niepozbawiona jest archaicznego uroku, jednak w przeciwieństwie do niektórych propozycji z tamtego okresu – zachowuje lekkość i nie ciąży w trakcie czytania.

Kreska i kolorystyka przyjęta przez Hermanna w „Comanche” trzyma klimat, jaki wytyczyły filmowe przeboje Sergio Leone. Dosyć mocno przypomina przy tym dokonania innych tuzów epoki, choćby „Blueberry’ego” od Girauda (podobne proporcje, sposób rysowania twarzy i sylwetek). Stoi jednak zdecydowanie bliżej realizmu.

„Comanche” to przesympatyczna, nieco naiwna, ale zasłużona ramota, którą można czytać bez bólu zębów i z pewną radością. Jeśli tylko tęskniliście za starymi, dobrymi opowieściami wprost z Dzikiego Zachodu.

dom nad jeziorem
Poprzedni

Dom nad jeziorem - sekret rodzinnej tragedii sprzed lat [recenzja]

Atak na Arkham
Następny

Batman: Atak na Arkham – Antyherosi do wynajęcia [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz