KOMIKS 

Czterej jeźdźcy Apokalipsy – Koniec świata w stylu Expendables [recenzja]

Akcja, testosteron i hektolitry krwi w rytmie ostrej muzyki i tętentu kopyt.

Apokalipsa św. Jana doczekała się niezliczonej ilości adaptacji i interpretacji zarówno w sztuce, kulturze jak i popkulturze. Przez wieki działała na wyobraźnię i rozpalała umysły mas. Ostatecznie ziarna tej opowieści trafiły na żyzny grunt magazynu Heavy Metal lubującego się w brutalnych, efektownych, często podszytych erotyzmem opowieściach dla dorosłych. Celebrując trzydziestopięciolecie istnienia czasopisma postanowiono przedstawić wizję końca świata jakiej jeszcze nie było.

Adam Cahill to najskuteczniejszy z żołnierzy zakonu Salomona, od tysiącleci strzegącego Siedmiu Pieczęci mogących przywołać Jeźdźców Apokalipsy. Koło wprawiono w ruch. Strażnicy giną, a pieczęcie jedna po drugiej są przełamywane. Cahill w akcie desperacji wyrusza do piekła w poszukiwaniu trzech potępionych dusz mogących pomóc mu przeciwstawić się nadchodzącemu kataklizmowi. Fabuła zaprezentowana w albumie przypomina mieszankę filmu sensacyjnego z komputerową grą FPS, gdzie akcja pędzi na złamanie karku, a liczne krwawe pojedynki i rzezie stanowią trzon całości. Pomimo dramatycznej wymowy, licznych cytatów z Biblii i gęstej atmosfery mnóstwo tu radości z zabijania, dręczenia i torturowania, towarzyszącej głównemu bohaterowi. I choć opowieść przeładowana jest niesamowitą ilością akcji, sama fabuła toczy się dość leniwie skupiając się bardziej na poszukiwaniach wybrańców i pieczęci niż tytułowych Jeźdźcach. Ciekawe jednak mogą być relacje pomiędzy postaciami, ich stosunek do samych siebie, udziału w całej sprawie i do Boga, poddający w wątpliwość zasadność jego czynów.

Mendheim przedstawił dość prostą opowieść pełną przemocy i wybuchów, która jednak dała spore pole do popisu Simonowi Bisley’owi. Brytyjski rysownik jest wprost stworzony do wizualizowania tego typu historii. Rozbuchany, drapieżny styl, kreski stawiane jakby w delirium, od niechcenia, ale jednak precyzyjnie i w sposób przemyślany. Prawdziwy wirtuoz. Aż czuć w jego obrazach heavymetalową muzykę, która towarzyszyła mu podczas pracy. Kevin Eastman (wydawca Heavy Metal) poprzez ten album doskonale podsumował ponad trzydziestoletnie dziedzictwo magazynu. W jednym miejscu zawarł całą tematykę i stylistykę po jakiej poruszają się twórcy spod jego skrzydeł. I zrobił to na miarę prawdziwego końca świata.

Wyspa powrotów
Poprzedni

Wyspa powrotów - tartan noir w Kanadzie [recenzja]

the-path-poster
Następny

The Path - niebezpieczeństwa wiary [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz