KOMIKS 

Daredevil: Żółty [recenzja]

Dzięki serialowi Netflixa, Daredevil trafił wreszcie do pierwszej ligi adaptacji komiksów zajmując zasłużone miejsce na podium. Sukces produkcji Stevena S. DeKnighta to wymarzony moment aby zaprezentować szerszemu gronu jedną z ciekawszych opowieści o Człowieku nieznającym strachu.

„Daredevil: Żółty” wchodzi w skład „kolorowego” cyklu Loeba i Sale’a, do którego należy też „Spider-Man: Niebieski”, „Hulk: Grey” i „Captain America: White”. W nim to scenarzysta w wyjątkowy sposób przetwarza znane klasyczne opowieści z początków działalności bohaterów, nadając im bardzo osobisty i sentymentalny wydźwięk. W „Daredevilu” przytacza początki działalności Matta Murdocka, pierwsze starcia ze złoczyńcami, dramatyczne wydarzenie, które pchnęło go do założenia kostiumu i przede wszystkim relacje z jego wielką miłością Karen Page.

Loeb korzysta z identycznego pomysłu jak w „Spider-Manie: Niebieskim”. Śmierć kochanki głównego bohatera staje się pretekstem do melancholijnych wspomnień i rozliczenia się z własnym bólem i traumą po stracie. Murdock za pomocą listów pisanych do Karen próbuje oswoić się z trawiącymi go żalem i złością, ale w jego słowach wypływa też bardzo mocna tęsknota za ojcem. „Żółty” to smutna i często wzruszająca opowieść opowiedziana z perspektywy bohatera, który bardziej skupia się na uczuciach i życiu prywatnym, niż na superbohaterskich wyczynach, będących w zasadzie środkiem do osiągnięcia własnych celów niż potrzebą zwalczania przestępczości jako takiej. Leob serwuje więc bardzo osobistą i kameralną opowieść o człowieku skrywającym się pod maską, którym targają takie same emocje jak każdego zwykłego, kruchego śmiertelnika.

Graficznie „Żółty” to małe arcydzieło, zresztą jak większość tego za co chwyta się Tim Sale. Dzięki jego rysunkom czuć, że Daredevil to bohater przynależący do ulicy, jest w nią wrośnięty niczym hydrant, rozumie ją i zna remedium na jej bolączki. Sale przecudownie ilustruje miasto, jego uliczki, zakamarki i architekturę w stylu lat 60., korzystając przy tym ze wszystkich dostępnych trików kina noir. Nowy Jork jest tutaj równoprawnym bohaterem i chyba nikomu przed Salem nie udało się tego tak mocno zaakcentować. Z tej wizji skrzętnie skorzystali twórcy netflixowego „Daredevila”, który bez noirowych elementów nie byłby tak udanym tworem. Więc jeśli podobał się wam serial, koniecznie sięgnijcie o ten komiks.

ABC
Poprzedni

Serialowe trendy #1: Mindfuck

Novae Res
Następny

2049

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz