KOMIKS 

Diosamante – arcydzieło rysunku Gala i niskie loty Jodorowsky’ego [recenzja]

Scream Comics przyzwyczaiło czytelników, że każde ich kolejne wydawnictwo, to małe dzieło sztuki. Nie inaczej jest z albumem „Diosamante”, gdzie mistrz Jodorowsky spotyka się z geniuszem Gala. Czy jednak efekt jest tak spektakularny jak można by przypuszczać?

Alexandro Jodorowsky to prawdziwy człowiek renesansu, jest uznanym reżyserem, powieściopisarzem, poetą, dramaturgiem i… znawcą tarota. Niewątpliwie jednak najwięcej uwagi poświęca sztuce komiksu, głównie za sprawą tworzonej z Moebiusem serii „Incal”. Od czasów swej przyjaźni z Rolandem Toporem konsekwentnie w swoich dziełach realizuje zasadę Teatru Panicznego, gdzie miesza się terror, humor i spontaniczność oraz spora dawka erotyki. W filmach skupia się na bardziej surrealistycznych historiach, co więc mogło wyniknąć ze współpracy z genialnym Jean Claudem Galem, który w mistrzowski sposób zilustrował trylogię „Armies”? Oczywiście awanturniczą opowieść o poświęceniu, pełną spektakularnych pojedynków i zapierających dech w piersiach krajobrazów.

Diosamante jest królową królestwa Arhasu. Jest kobietą rozpalającą męskie zmysły do szaleństwa. Ci są gotowi raz w roku brać udział w krwawym turnieju, gdzie nagrodą jest dzielenie łoża z władczynią przez okrągły rok, do momentu gdy ta nie uśmierci swego kochanka i na jego miejsce nie weźmie kolejnego. Okrutny rytuał odbywa się co roku, a naga królowa oczekuje w sypialni na bezlitosnego zwycięzcę. Tym razem jednak sprawy przybierają inny obrót i władczyni decyduje się opuścić swój pałac. Podczas wędrówki przez upadające królestwo dowiaduje się o istnieniu króla Urbala, władcy Sarabby. Ma on być tak mądry i wspaniały, że zazdrosna kobieta postanawia go uśmiercić. Gdy jednak dociera przed oblicze mężczyzny, z miejsca zakochuje się w nim i postanawia zmienić swe życie, by zasłużyć na jego miłość. W tym celu postanawia zostać mniszką i w trakcie wieloletniej tułaczki odnaleźć oświecenie.

Gal słynął z perfekcjonizmu, który objawiał się niezwykle powolną i drobiazgową pracą, gdzie każdy detal był odtwarzany z największą pieczołowitością.

Sam Jodorowsky wspomina we wstępie do tego komiksu, że gdy Gal zasugerował mu współpracę, ten postawił mu warunek. Operujący dotąd tylko czernią i bielą perfekcyjny rysownik miał stworzyć nową historię w kolorze. Miało to być dowodem na rozwój jego własnej sztuki. Po pół roku wahania artysta przystał na ową propozycję. Szkoda, że argentyński geniusz sam nie zaryzykował stworzenia bardziej złożonej opowieści, bowiem jeśli weźmiemy pod uwagę, że Diosamante szuka oświecenia by stać się żoną i matką, a drogą do osiągnięcia tego jest głównie bycie poniżaną i gwałconą, to mistyczny geniusz i alegoryzm Jodorowskygo nawet nie ma szansy zaistnieć. Całość fabularna sprowadza się do krwawych pojedynków i frazesów wygłaszanych przez główną bohaterkę. Skąd więc słowo dzieło sztuki wspomniane we wstępie? Po pierwsze, gdy spojrzymy na komiks jako typową historię heroic fantasy, okaże się, że mamy tu wszystko co trzeba. Od prostych historii, przez intrygujące starcia, po występującą w rozsądnych dawkach goliznę. Najważniejsze są jednak rysunki. Te po prostu zapierają dech w piersiach. Gal słynął z perfekcjonizmu, który objawiał się niezwykle powolną i drobiazgową pracą, gdzie każdy detal był odtwarzany z największą pieczołowitością. Dość powiedzieć, że pierwszy tom cyklu powstawał… pięć lat. Drugiego, niestety, rysownik nie zdążył ukończyć. Zmarł w trakcie prac nad nim, tak więc wydawnictwo Scream Comics w tym unikatowym (twarda oprawa, lśniący papier) wydaniu zawarło oprócz części pierwszej streszczenie dalszych tomów i liczne, nieukończone plansze z tomu drugiego. A jest na co popatrzeć. Ciekawostka, że o ile rysunki twarzy i postaci są wyraziste, ale w żaden szczególny sposób nie wyłamują się z ogólnie przyjętych form, to już tła, uzbrojenie, a przede wszystkim architektura starożytnych budowli wprost poraża i bardzo wysoko podnosi ocenę tego dzieła.

Podsumowując – choć można się bardzo przyczepić do fabuły, „Diosamante” jest niezwykłym testamentem Jean Claude Gala, z którym każdy miłośnik komiksu powinien się zapoznać. Jesteśmy pewni, że wielu będzie chciało mieć ten skarb na półce.

Jaguar
Poprzedni

Gen Atlantydzki - thriller, w którym znajdziecie naprawdę wszystko [recenzja]

Fox Games
Następny

Gobblety - marchewkowe kółko i krzyżyk [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz