KOMIKS 

Drifters tom 1 – Hannibal Barkas kontra Joanna D’Arc [recenzja]

Tuż po zamknięciu wątków z serii “Hellsing”, Kohta Hirano rozpoczął publikację “Drifters”, kolejnej energetycznej, napakowanej akcją mangi, która tym razem czerpie z historycznych faktów.

Tytułowi “dryfujący” to grupa doskonałych wojowników i strategów, którzy zostają wyrwani ze szponów śmierci i przeniesieni do tajemniczej krainy wzorowanej na tolkienowskim Śródziemiu. Ich zadaniem będzie obrona fantastycznego królestwa przed najazdem brutalnych i bezwzględnych “odpadów” pod wodzą Pana Ciemności.

Dzięki zabiegowi skopiowanemu wprost z “Freejacka” z Emilio Estevezem autorowi udało się zebrać całkiem interesującą galerię postaci historycznych w jednej czasoprzestrzeni. I tak ramię w ramię stają obok siebie Hannibal Barkas, wielki wódz kartagińskiej armii, Sundance Kid i Butch Cassidy z “Dzikiej Bandy” czy Oda Nobunaga, jeden z pierwszych wielkich zjednoczycieli Japonii. Oprócz nich pojawia się jeszcze cała masa japońskich bohaterów historycznych oraz kilku europejskich. Zastanawiający jest natomiast udział w tym konflikcie Anastazji Romanowej a brak np. Myamoto Musashiego czy Czyngis-chana, ale takie już akurat prawo twórcy.

“Drifters” to wybuchowy, dynamiczny komiks tworzony na amerykańską modłę, gdzie najważniejsza jest ciągła akcja, spektakularne sceny i rozpierducha. Taki też był “Hellsing”, który nie dawał ani chwili wytchnienia, ale tutaj dodatkowym smaczkiem jest jeszcze walor edukacyjny wpleciony w fabułę, bo nie ogranicza się on wyłącznie do postaci, które zresztą charakterologicznie są mocno przerysowane, ale także przybliża (zdawkowo bo zdawkowo) kilka mniej lub bardziej ważnych konfliktów z całego świata. Tak więc Hirano w zmyślny sposób, poprzez efektowną opowieść, zachęca do zgłębienia tajemnic historycznych, a przy tym dostarcza niemałą ilość rozrywki.

Tym co może troszkę drażnić to niezdecydowanie autora, w którą stronę pociągnąć swoje dzieło. W efekcie otrzymujemy historię pół żartem, pół serio, w której klimatyczne, brutalne sceny przełamywane są slapstikowymi żartami bądź humorystycznymi deformacjami.

Plansze z wersji amerykańskiej

Graficznie “Drifters” wypada bardzo ładnie. Hirano prezentuje typowo mangowy styl, z tą różnicą, że bardzo dba o detale: tła nigdy nie są puste, stroje i dekoracje zawsze dopracowane, nie ucieka się do rysunkowych uproszczeń. Mam jedynie problem z kilkoma postaciami, u których nie można odróżnić płci, ale jestem przekonany, że autor rysuje je w ten sposób z premedytacją, celowo wywołując u czytelnika niepewność.

“Drifters” zapowiada się na solidny młodzieżowy letni blockbuster, który dostarczy odpowiedniej ilości satysfakcjonującej rozrywki.

GGGGGG
Poprzedni

Gotham - Historia trudnej miłości

Green-Light International
Następny

Urge – impreza w oparach absurdu [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz