KOMIKS 

Era Ultrona – intrygująco ale i sztampowo [recenzja]

Brian Bendis, naczelny scenarzysta Domu Pomysłów, zaserwował pierwszy większy event dla linii Marvel NOW! “Era Ultrona”, będąca inspiracją dla średnio udanych drugich “Avengersów” Whedona, rozgrywa się jednak w dwóch alternatywnych rzeczywistościach, a efekty wydarzeń mają marginalny wpływ na główną linię czasową z komiksów Marvela.

Owszem, wydarzenia, które rozegrały się na łamach albumu mają pewne konsekwencje dla uniwersum, ale nie na tyle duże, żeby wywrócić je do góry nogami bądź przyprawić o większe bicie serca. Pomijając jednak ostateczny efekt, sama opowieść jest niczego sobie. Ziemia po raz kolejny zostaje zaatakowana przez Ultrona – szalonego robota skonstruowanego przez Henry’ego Pyma. Tym jednak razem maszynie udaje się pokonać Avengersów i doprowadzić do całkowitej zagłady ludzkości. Bohaterowie, którzy przeżyli, niczym szczury chronią się w podziemiach i próbują ułożyć plan pokonania zaciętego wroga. Okazuje się, że niezawodny Nick Fury ma pomysł i możliwości do jego zrealizowania. By pokonać Ultrona muszą przenieść się w czasie.

Komiks Bendisa jest nierówny, ma swoje lepsze i gorsze momenty. Do tych pierwszych zaliczyć można pierwszą połowę opowieści wyraźnie wzorowaną na “X-Men: Days of the future past”. Zostajemy wrzuceni w sam środek ponurego, zdewastowanego postapokaliptycznego świata, gdzie każdy człowiek z miejsca jest zabijany, ogień trawi całe miasta, a zdalnie sterowane drony wyszukują niedobitków herosów. Autor odważnie podchodzi do tej wizji, nie boi się okaleczyć bądź uśmiercić postać, czy też pokazać kilka mocnych scen. Atmosfera zagrożenia i beznadziei jest wyczuwalna, a obraz pobitych i zrezygnowanych bohaterów przejmujący i jednocześnie niezwykle atrakcyjny.

Wiadomo jednak, że w przypadku alternatywnych światów scenarzyści mogą sobie pozwolić dosłownie na wszystko i tak również dzieje się z drugą linią czasową, która powstaje po zmianie tej pierwszej. Tutaj Bendis idzie na całość, całkowicie zmieniając obraz świata Marvela, serwując wszystkim herosom zupełnie odmienne losy. Sama wizja jest dość zaskakująca, ale też zupełnie wytrącająca z ponurego nastroju, zastępująca go pretensjonalną akcją i bijatykami. Inną wadą są z kolei fabularne wolty, które często pozbawione są sensu, logiki i konsekwencji. Autor ignoruje też implikacje czasowych paradoksów i niestety zbyt wiele rozwiązań pozostawia na pastwę deus ex machiny.

“Era Ultrona” jest więc z jednej strony intrygująca, a z drugiej do bólu sztampowa. Ciekawe pomysły przeplatają się z tymi już zużytymi, fragmenty a la mroczny thriller z kolorowym teledyskiem. Bendis mógł znacznie lepiej rozegrać całą fabułę, na pewno go na to stać. W rezultacie otrzymaliśmy tylko całkiem niezłą rozrywkową, nieco przydługawą opowieść, której znajomość będzie niezbędna do lepszego zrozumienia albumu “Strażnicy Galaktyki #2: Angela”.

HBO
Poprzedni

Vinyl - rockmeni z ferajny [recenzja]

Nina_Forever-729610766-large
Następny

Nina Forever - ona, on i jego martwa dziewczyna [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz