KOMIKS 

Fatale #3: Na zachód od piekła – średniowieczne noir [recenzja]

W trzecim tomie „Fatale” Ed Brubaker rezygnuje ze zwartej fabuły osadzonej w jednym okresie historycznym na rzecz czterech nowelek rozgrywających się w zupełnie różnych czasach, a tym samym odkrywa odrobinę sekretów tytułowej femme fatale.
„Na zachód od piekła” to krótki przystanek na zawiłej drodze do rozwiązania całej tajemnicy, ale niezwykle intrygujący, kuszący mroczną atmosferą każdej epoki i kolejnymi tropami.

„Na zachód od piekła” jest swoistym nabraniem głębszego oddechu przed kolejnymi tomami, które w końcu zamkną opowieść o Josephine i ciążącej na niej klątwie. Scenarzysta w każdym kolejnym rozdziale prezentuje samodzielną, zamkniętą historię skupiającą się na głównej bohaterce i prawdopodobnie jej poprzedniczkach bądź dalekich przodkach. Pierwsza z nich rozgrywa się w latach 30. kiedy to niestarzejąca się piękność w przerażający sposób odkrywa istotę swoich mocy. Kolejna przenosi nas do średniowiecza, czasów polowań na czarownice, inkwizycji i zabobonów oraz podstępnej, krwawej inicjacji. Dalej trafiamy na dziki zachód i trop tajemniczego stowarzyszenia, a w finale do czasów II wojny światowej, kiedy to okultystyczny szwadron III Rzeszy przeczesywał Europę w poszukiwaniu magicznych artefaktów. Pierwsza i czwarta opowieść stanowią klamrę dla pozostałych, ale też pełnią rolę prequela czy też prologu do tomu pierwszego, czyli „Śmierć podąża za mną”.

Brubaker zaczyna odkrywać coraz więcej kart, ale też nie znaczy to, że czytelnik wie coraz więcej. Mam wrażenie, że pytań i domysłów tylko przybywa, a autor rozwiązaniami drobnych tajemnic z jednej strony próbuje odbiorcę usatysfakcjonować, a z drugiej jeszcze bardziej pobudzić ciekawość. Zabieg ten jak najbardziej mi odpowiada, bo „Fatale” wciąż pozostaje serią, w której to niedopowiedzenia stanowią o jej sile. A każda z czterech opowieści ma w sobie i nową zagadkę i kolejny element do układanki składającej się na pełen obraz wydarzeń. Poza tym każda, choć krótka, jest doskonale skonstruowana, posiada swój początek, środek i koniec, i z powodzeniem mogłaby być częścią jakieś antologii grozy. Ale przecież cały urok polega na tym, że u Brubakarea wszystko się łączy, zazębia i ma znaczenie. Wierzę, że nawet te z pozoru wyrwane z kontekstu epizody ze średniowiecza jak dzikiego zachodu w pewnym momencie okażą się kluczowe dla całości.

Oprócz świetnej fabuły są też cudne rysunki Seana Phillipsa, który chyba jako jeden z niewielu artystów potrafi przenieść atmosferę noir poza tereny miejskie – w tym przypadku leśne ostępy i piaszczyste pustkowia. Efekt jest niesamowity, a czerń zarezerwowana wyłącznie dla kryminałów nabiera tutaj wyjątkowego znaczenia. I Phillips i Brubaker garściami czerpią też z estetyki horroru i pulpy, które jak się okazuje sprawdzają się znakomicie w westernie i historical fiction.

„Na zachód od piekła” to krótki przystanek na zawiłej drodze do rozwiązania całej tajemnicy, ale niezwykle intrygujący, kuszący mroczną atmosferą każdej epoki i kolejnymi tropami. Z utęsknieniem czekam na finał.

PWN
Poprzedni

Trzewiczki Matki Boskiej - Z życia osiedla [recenzja]

Full_moon
Następny

20 piosenek o księżycu: piosenki na Halloween [ranking]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz