KOMIKS 

Fatale #5: Klątwa dla demona – satysfakcjonujący finał [recenzja]

Mężczyznę najczęściej poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna. Brubaker przy “Fatale” okazał się mistrzem w swoim fachu, bo wystartował perfekcyjnie, a do mety dobiegł w doskonałym stylu.

“Klątwa dla demona” to już ostatni tom przybliżający nam trudne losy tajemniczej Josephine. Scenarzysta wreszcie ujawnia wszystkie karty, zaspokaja podsycaną przez poprzednie cztery albumy ciekawość i robi to ze smakiem, bez uciekania się do tanich chwytów i ogranych klisz. I choć postawione pytania znajdują odpowiedzi, “Fatale” do samego końca spowija mgiełka tajemniczości, dzięki której seria nie traci na spójności.

Brubakerowi nie można odmówić konsekwencji. Całe “Fatale” okazało się doskonale przemyślane, zaplanowane i skonstruowane, stanowi niezwykle jednolitą formę, bez wrażenia poszatkowania czy epizodyczności. Każdy detal znalazł się na właściwym miejscu, każda dekoracja okazała się mieć znaczenie, każdy bohater odegrał swoją rolę, a wszystkie wątki fachowo zostały zazębione i zamknięte. Natomiast “Klątwa dla demona” to taka wisienka na torcie, gdzie te wszystkie tajemnice znajdują rozwiązania, ale też nie brakuje w niej miejsca na fabularne wolty, szaleńczą akcję przeplataną scenami sentymentalnymi czy małe eksperymenty, jak np. cały rozdział będący seksualną, transcendentalną podróżą w przeszłość i inne wymiary, narysowaną w taki sposób, że chce się do niej wracać i wracać. Album w odróżnieniu od poprzednich, gdzie autor bardziej stawiał na wątki kryminalne, w większym stopniu emanuje grozą i kładzie nacisk na związki z mitologią Lovecrafta. Rozłożenie tych akcentów również nie jest przypadkowe, bo nagromadzone napięcie zbierające się w trakcie monotonnej, acz wciągającej fabuły, eksploduje niespodziewanie właśnie w finale. Ostatecznie więc, romans dwóch gatunków udał się Brubakerowi wręcz podręcznikowo.

Sean Phillips jak zwykle dołożył od siebie trzy wyjątkowe grosze. Artysta ten doskonale wczuł się w opowieść i uchwycił wszystkie najważniejsze jej cechy: tam gdzie ma być straszno, tajemniczo, groteskowo czy obrzydliwie tak właśnie jest, a pod całością delikatnie drży lekka nutka erotycznego napięcia. Wyjątkowego obrazu dopełniają fenomenalne kolory Elizabeth Breitweiser, bez której udziału “Fatale” nie oddziaływałoby z taką siłą.

Seria Brubakera i spółki to w pełni satysfakcjonująca, doskonałą lektura, zwarta i konsekwentna do końca, tworząca zamkniętą całość, do której od czasu do czasu autentycznie chce się wracać. Jeśli macie kłopot z prezentem dla dobrego znajomego, to komplet “Fatale” będzie doskonałym wyborem, a i jeśli sobie sprezentujecie to cudeńko, na pewno nie pożałujecie.

Media Rodzina
Poprzedni

Grzech nasz codzienny - mocny kryminał od południowych sąsiadów [recenzja]

Pascal
Następny

Infekcja: Genesis - pierwsza polska powieść o zombie [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz