KOMIKS 

Fight Club #0 [recenzja]

„Fight Club”, czyli debiutancka powieść Chucka Palahniuka, to jedna z najważniejszych książek lat dziewięćdziesiątych – satyra obnażająca rzeczywistość, przepełniona agresją, nienawiścią i brutalnością, która stała się biblią pokolenia X. Już za chwilę pojawi się jej komiksowa kontynuacja, która i tym razem być może zawojuje kolejną generacją, a tymczasem przyjrzyjmy się jej prequelowi.

Wydany jako darmowy dodatek do książkowych tytułów wydawnictwa Niebieska Studnia komiksowy „Fight Club” to przedruk dwunastostronicowej historii z mini-antologii Dark Horse’a wydanej w ramach Dnia Darmowego Komiksu w 2014 r. Użyte przy tej okazji słowo „prequel”, czy też widniejący na okładce napis „pilot nowej serii”, są lekkim nadużyciem, bo zeszycik nie jest niczym więcej jak streszczeniem (i to mocno uproszczonym) ostatnich rozdziałów powieści z 1996 r. wzbogaconym o jeden drobny, acz ważny, element. Pozycja ta jest szczególnie istotna dla osób, które nie czytały książki (i nie zamierzają), a swoją wiedzę o tym tytule czerpią wyłącznie z filmowej adaptacji Davida Finchera. „Fight Club 2” jest bowiem kontynuacją powieści Palahniuka, a nie obrazu z Nortonem i Pittem, co jest o tyle ważne, że zakończenia obu dzieł bardzo się różnią.

Tym drobnym detalem, który sugeruje już czwarta strona okładki, a także wszelkie zapowiedzi „FC2”, jest fakt, że Marla zachodzi w ciążę; i to jeszcze przed spektakularnym finałem na dachu wieżowca Parkera-Morrisa. Palahniuk całą sytuację ukazuje w kilku zręcznych scenach, wplatając je do głównego, znanego wątku, a całość kończy dokładnie w ten sam sposób co powieść.

Komiks można traktować jako szczwaną ciekawostkę, której celem jest podgrzanie atmosfery przed premierą kontynuacji i zaprezentowanie zdolności graficznych Camerona Stewarta. Jego rysunki są wycyzelowane, kreska czysta, pozbawiona rozedrgań, zbędnych linii, a styl quasi realistyczny, popadający w kreskówkową umowność. Wszystko to celowo kontrastuje z gęstym, neo-noirowym klimatem filmu Finchera i oniryczną, gorzką powieścią Palahniuka, nadając temu nowemu tworowi zupełnie nową, samodzielną jakość, i jakby kompletnie chcąc odciąć się od poprzednich dzieł. Jest to dobry znak, a oznacza tyle, że pisarz nie zamierza podążać tą samą ścieżką co prawie dwadzieścia lat temu i być może uraczy nas kolejną wyśmienitą, oryginalną szyderą.

In Rock
Poprzedni

Metallica tom 2: Prosto w czerń

Fox Games
Następny

Pociągi Europa

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz