KOMIKS 

Final Incal / Po Incalu – Finał kultowej space opery [recenzja]

Alejandro Jodorowsky z klasą i w charakterystyczny dla siebie sposób zamyka uniwersum Incala.
“Final Incal” to twór w pełni świadomy i dojrzały, który w kreatywny sposób rozwija wątki z “Incala” i “Przed Incalem”.

Inspirowany “Gwiezdnymi Wojnami”, “Diuną”, mistycyzmem i wschodnią filozofią “Incal” Jodorowsky’ego i Mobeiusa należy do żelaznej klasyki science fiction. Ta wielopoziomowa opowieść o ratowaniu wszechświata doczekała się wielu serii pobocznych, prequela oraz sequela, do którego scenarzysta podchodził aż dwukrotnie. Za pierwszym razem w 2000 r. wraz z Moebiusem stworzyli album “Po Incalu: Nowy sen”, który miał rozpocząć finalną trylogię o losach podrzędnego detektywa Johna DiFoola. Niestety twórcom z różnych powodów nie udało się dokończyć tej historii i dopiero po ośmiu latach Jodorowsky zdecydował się opowiedzieć ją na nowo, ale już z nowym rysownikiem na pokładzie i pod innym tytułem. Tak narodził się “Final Incal”, w którym niezdarny bohater ponownie znajdzie się w centrum wielowymiarowego konfliktu oraz stawi czoła elektronicznemu wampirowi chcącemu zniszczyć całe biologiczne życie we wszechświecie.

Efekt ostatniej współpracy dwóch wielkich mistrzów komiksu, czyli “Po Incalu”, okazał się ciekawym, ale jednak nieporozumieniem. Można odnieść wrażenie, że obaj czuli zmęczenie tym światem. Jodorowsky napisał prosty, uciekający w stronę surrealistycznej komedii epizod, ozdobiony szkolnymi dialogami, który bardzo odstawał od poprzednich jego dokonań w uniwersum Incala. Moebius z kolei swój precyzyjny, szczegółowy styl zastąpił maksymalnie prostą kreską, często uciekał się do karykatury i zagrywek charakterystycznych z komiksów humorystycznych. Natomiast “Final Incal” to twór w pełni świadomy i dojrzały, który w kreatywny sposób rozwija wątki z “Incala” i “Przed Incalem”, a przy tym stanowi samodzielną, autonomiczną całość. Jodorowsky przepisał na nowo “Po Incalu”, rozbudował, przemyślał i uatrakcyjnił, tworząc dzieło jakościowo bliskie duchu oryginału. Rysunki Jose Ladrönna – bardzo realistyczne, piękne wręcz, dopracowane i pełne szczegółów na drugim planie, przydają całości efektu niespotykanej wyjątkowości. A samo kartkowanie albumu sprawia mnóstwo przyjemności.

“Final Incal oraz Po Incalu” to definitywne i bardzo dobre zamknięcie najsłynniejszej komiksowej space opery, o tyle interesujące, że i zupełnie nowi czytelnicy, nieznający pierwowzoru, z powodzeniem się w nim odnajdą.

Albatros
Poprzedni

Farma - thriller skrywanych emocji [recenzja]

Allegro
Następny

Smok – Bagiński kontra legendy polskie [film]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz