KOMIKS 

Flash #1: Cała naprzód – powoli się rozkręca [recenzja]

Flash to jedna z ważniejszych postaci uniwersum DC i jak dotąd jedna z wielu równie zaniedbanych przez polskich wydawców. Do tej pory występował jedynie w rolach epizodycznych, ale zmienia się to wraz z pierwszym tytułem z jego solowymi przygodami, które wywołują nieco mieszane uczucia.

Album Manapula i Buccellato nie należy do kategorii tych, które zapewniają gładkie wejście dla zupełnie nowych czytelników. Z “Całej naprzód” dowiadujemy się, że Barry Allen już od pięciu lat działa jako superbohater, ma za sobą wiele przygód, dorobił się pokaźnej galerii przeciwników i sprzymierzeńców. Jak wszedł w posiadanie swoich mocy, co się z tym wiązało i dlaczego – tego się z komiksu nie dowiemy, a przynajmniej nie wprost. Nie jest to jednak wadą, bo do czerpania przyjemności z lektury wystarczy wiedza, że w Allena uderzył piorun, który w połączeniu z chemikaliami, pozwolił mu poruszać się z ogromnymi prędkościami. Nie wiązało się to z żadną traumą, rodzinną tragedią czy czymś podobnym, więc w ostateczności nie ma to wielkiego znaczenia. Przeszkadzać może jednak fakt, że od razu zostajemy wrzuceni na głęboką wodę i szybko musimy odnaleźć się w zaprezentowanym świecie, bez pomocy czy wyjaśnień. W  odbiorze nie pomaga też fabuła, która jest bardzo nierówna.

W pierwszym tomie otrzymujemy dwie opowieści. Pierwsza dotyczy dawno zaginionego przyjaciela Barry’ego, którego pojawienie się zmusza bohatera do rozwikłania zagadki związanej z tajnymi eksperymentami równie tajnych służb. Ta historia stara się być dynamicznym sensacyjniakiem, ale w ostateczności okazuje się nudną, przegadaną i rozwleczoną. Lepiej jest z drugą, w której pojawia się interesująca kwestia zakresu mocy Flasha i jej niebezpiecznego wpływu na rzeczywistość. Tu robi się wciągająco i nieprzewidywalnie, ale całość urywa się w najmniej dogodnym dla czytelnika miejscu i pozostawia z uczuciem niedosytu. W każdym razie opowieść podąża w interesującym kierunku i raczej warto sięgnąć po kontynuację.

O ile fabuła pozostawia wiele do życzenia, o tyle ilustracje są tym co faktycznie ją napędza. Manapul przepięknie rozrysowuje poszczególne kadry i wzbrania się od standardowych chwytów polegających na efekciarstwie. Dzięki oryginalnej lekkiej kresce, pastelowej kolorystyce i nawiązaniom do pulpowych plakatów “Flash” staje się historią bardziej kameralną, a przy tym wciąż intensywną wizualnie. Przyznam, że to najładniej narysowany album z Nowego DC Comics, który w moim osobistym rankingu detronizuje nawet “Wonder Woman” w wykonaniu Cliffa Chianga.

“Cała naprzód” nie porywa, ale z każdym rozdziałem rozkręca się coraz bardziej. Komiks na pewno zachwyci tych, którzy bardziej stawiają na warstwę wizualną i tych oglądających telewizyjne przygody “Flasha”, ukazując potencjalne kierunki rozwoju serialowej postaci. Wkrótce otrzymamy też “Flashpoint – Punkt krytyczny”, gdzie Barry Allen będzie kluczową postacią, na pewno więc będzie jeszcze okazja aby z Flashem zaprzyjaźnić się jeszcze bardziej.

art. TheMasterJB
Poprzedni

Kevin Bacon powraca do Wstrząsów

Tooth & Nail
Następny

Scripted - w dzikie tango, marsz! [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz