KOMIKS 

Gangsta tom 1 – manga z ogromnym potencjałem [recenzja]

W zeszłym roku pisałem o animowanej adaptacji mangi “Gangsta”, która była obiecującym serialem, a ostatecznie okazała się lekko rozczarowująca. Teraz gdy ukazał się pierwowzór, pojawia się szansa, że wszystkie obiecujące wątki znajdą satysfakcjonujące rozwiązanie.

Lektura pierwszego tomu szybko uświadamia, że anime jest bardzo dosłowną ekranizacją komiksu Kohske. Bardzo niewiele zmieniono w stosunku do materiału wyjściowego i tu pojawia się obawa, czy to co nie zadziałało w animacji, nie zadziała też w samym komiksie. O tym przekonamy się gdzieś w okolicach czwartego tomu, a tymczasem warto zanurzyć się w interesujący świat wykreowany przez debiutującą tym tytułem autorkę.

Ergastulum jest miastem enklawą, w którym panują osobliwe prawa. Jego terytorium rozdzielone jest pomiędzy współpracujące i rywalizujące ze sobą gangi, a więc pełno w nim wszelkich patologii, mafiosów, złodziejaszków, prostytutek, skorumpowanych gliniarzy, którzy zazwyczaj pozostają neutralni oraz zgnębionych, zwykłych obywateli próbujących radzić sobie w tej egzotycznej rzeczywistości. Mieszkają tu też Nic i Worick, dwóch „specjalistów” do wynajęcia, przyjmujących zlecenia zarówno od mafii jak i policji. Ten pierwszy jest głuchoniemym mistrzem miecza o nadzwyczajnej sile, a drugi jednookim strzelcem wyborowym o aparycji amanta. Razem stanowią zgrany i niezawodny duet, do którego wkrótce dołącza była prostytutka, Ally.

Kohske, jak na debiutantkę, bardzo sprawnie prowadzi narrację, dynamiczną akcję przeplatając ekspozycją i retrospekcjami, ciągle podsycając zainteresowanie. Te zabiegi wychodzą jej znacznie lepiej niż twórcom anime, którzy te bardziej melancholijne momenty przedłużali w dość nienaturalny i irytujący sposób. I tu pojawia się pierwsza pozytywna różnica między oboma dziełami.

Autorka ma też ciekawe pomysły zarówno na świat i rządzące nim prawa, jak i tajemnice z przeszłości bohaterów, które stopniowo, ale systematycznie ujawnia. Tym jednak co jest największą siłą mangi są bardzo dobrze dopracowane postacie, obdarzone ułomnościami, motywacjami, sekretami i zróżnicowane charakterologicznie. Dużo się wokół nich dzieje i są świetnymi motorami napędowymi całej fabuły.

Komiks, choć osadzony w dość pesymistycznych, wręcz dystopijnych realiach i podejmuje poważną tematykę, należy raczej do tych z lżejszym kalibrem. Sporo tu lekkiego, niewymuszonego humoru, który sprawnie rozładowuje dramatyczne napięcie i często uatrakcyjnia sceny akcji. Całość jest narysowana w przystępny i oryginalny sposób, bliższy zachodnim trendom niż estetyce znanej z większości mang.

“Gangsta” dysponuje ogromnym potencjałem i liczę na to, że w kolejnych tomach zostanie on należycie wykorzystany. Póki co jest bardzo dobrze i warto sięgnąć po te pozycję.

Pixar
Poprzedni

W głowie się nie mieści - Koniec naiwności [recenzja]

zwierzogrod
Następny

Kiss, Lis, Hops, Bang! - noir w Zwierzogrodzie

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz