KOMIKS 

Gilles McCabe #2 [recenzja]

W drugim tomie „Gillesa McCabe’a” zagadka i detektywistyczna robota ustępują miejsca przesłuchaniom i długim wyjaśnieniom, a aura wiktoriańskiego Londynu z czasów XIX w. wzbogacona zostaje o elementy science fiction.

Zagadka domniemanego powrotu Kuby Rozpruwacza zostaje wyjaśniona, ale to wyjaśnienie jest dalekie od oczekiwań głównego bohatera. Sprawca nowych mordów na prostytutkach opowiada niestworzone i nieprawdopodobne historie zarówno o celu swoich działań, ich charakterze jak i własnym pochodzeniu. McCabe doskonale jednak wie jak radzić sobie z tego typu maniakalnymi szaleńcami by ci nie stali się recydywistami.

Większe zagłębianie się w szczegóły fabuły drugiego tomu przygód policyjnego detektywa na ciągłym rauszu jest bezsensowne i otarłoby się o potężne spojlery. Gizicki co prawda już w pierwszym albumie dał do zrozumienia w jakim kierunku zmierza historia, ale jej głębsze przedstawienie zdradziłoby zbyt wiele ważnych szczegółów. Jednych czytelników zastosowane przez niego rozwiązanie mocno zaskoczy, innych już niekoniecznie. Faktem jest jednak, że na łamach dwóch tomów scenarzyście udało się stworzyć jednolitą, spójną opowieść z interesującym twistem w samym środku, który całkowicie wywraca do góry nogami jej charakter. Wpierw serwuje klimatyczny procedural w stylu serialu „Ripper Street”, kreśli zbudowanego na schematach, ale mimo to wciąż intrygującego, bohatera oraz dostarcza interesującą zagadkę, by w jednej chwili zamienić całość w trzymające w napięciu science fiction w wiktoriańskich realiach z motywem zaczerpniętym z jednego z filmów z Jean-Claudem Van Dammem.

Graficznie album z jednej strony potrafi zachwycić kunsztem rysowniczki, Barbary Okrasy, która w szkicowej formie kreśli lekkie, eteryczne postacie i plany nadając im surrealistycznego sznytu, a z drugiej może znużyć schematem pojawiających się co chwilę gadających głów. Zbliżenia na kolejne części twarzy powodują pewien dyskomfort i uczucie klaustrofobii, ale jest to zabieg w pełni świadomy i świetnie spełnia swoja rolę tworząc bardzo specyficzną atmosferę.

„Gilles McCabe” nie jest szczytem możliwości Daniela Gizickiego, który za sprawą serii „Postapo” wyrasta na jednego z ciekawszych rodzimych scenarzystów, ale jako klimatyczna, rozrywkowa seria mająca dostarczyć odrobiny dobrej zabawy sprawdza się całkiem nieźle. Chętnie sięgnę po ciąg dalszy, jeśli takowy powstanie.

Tomasz Jedruszek DB
Poprzedni

Tomasz Jędruszek - ilustrator gier planszowych [galeria]

Albatros
Następny

Mroczna Wieża #1: Roland

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz