KOMIKS 

Gra w króla #1 – zabójcza rozrywka dla licealistów [recenzja]

Zbereźne maile, niczym w “Kręgu”, stają nie niekiedy przyczyną tajemniczych zgonów. Czyli rzecz o potędze nowych technologii.

Japończycy uwielbiają wszelkiego rodzaju gry. Shogi, Hanafuda, Go, Mahjong czy Pachinko to tylko niektóre wymyślone przez nich bądź ulepszone tytuły dostarczające emocjonującej rozrywki całym pokoleniom. W zasadzie gry płyną w ich żyłach, bo przecież i na polu cyfrowym często wiodą prym zarówno w produkcji konsol jak i samych gier. Wiadomo też, że lubią popadać w skrajności, a z tych zrodziły się m.in. pomysły na Battle Royale i Duds Hunt, czyli zabawy, w których stawką jest życie. “Gra w króla” niejako wpisuje się w to ekstremum.

Głównymi bohaterami komiksu są licealiści z prefektury Tamaoka, którzy mimowolnie zostają wciągnięci w tytułową rozgrywkę. Codziennie o północy wszyscy otrzymują maila z rozkazem, który musi wykonać wytypowana danego dnia para. Na początku jest dość niewinnie: jeden buziak, polizanie stopy, dotknięcie piersi… toteż uczniowie całkiem ochoczo wykonują polecenia, a te co rusz coraz bardziej naruszają ich nietykalność osobistą. Gdy jedna z par nie wykonuje zadania, następnego dnia zostaje odnaleziona martwa. Rozpoczyna się więc dramatyczna walka o przetrwanie, której nie ułatwiają kolejne rozkazy “króla”.

Scenarzysta, Nobuaki Kanazawa, serwuje w zasadzie prostą opowiastkę o licealistach i ich codziennych problem jakimi są oczywiście szkoła i buzujące hormony. Pierwszy seks, skrywane uczucia i walka w obronie kumpli stanowią osnowę całej historii. Gdy w te utrapienia wkrada się coraz więcej złych emocji, wszyscy starają się dostosować, odkrywając w sobie nowe możliwości. Nie ma tutaj zaskoczenia, bohaterowie to wyciśnięte z szablonu archetypy, które znamy m.in. z “Battle Royale”, a całość jest pisana jakby pod ich charaktery. Wydarzenia układają się w sposób wygodny dla autora i nie zawsze przekonują co do swojej prawdopodobności. Już samo podejście policji do sprawy zgonów śmierdzi dyletanctwem i mocno irytuje.

Grafika Hitori Rendy wyrabia średnią japońską: postacie są smukłe, w kadrach jest mnóstwo dynamizmu i fantazyjnych perspektyw, ale nie ma tu nic co w jakiś sposób wyróżniłoby jego kreskę na tle setek podobnych osiągnięć.

O ile “Gra w króla” to trochę naiwna, wtórna i dość przeciętna opowieść to można ją przeczytać bez większego zgrzytania zębami. A tajemnica tego, kto stoi za treścią e-maili i zgonami uczniów, sprawia że mimo wszystko ma się ochotę sprawdzić kolejne tomy. Co prawda na zasadzie “guilty pleasure”, ale zawsze.

 

Albatros
Poprzedni

Dom na wzgórzu [patronat]

Egmont
Następny

Catwoman: Na tropie Catwoman - soczysty czarny kryminał [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz