KOMIKS 

Green Blood tom 1 – Gangi Nowego Jorku [recenzja]

W zeszłym roku J.P. Fantastica zaskoczyła nietypowym kanibalistycznym horrorem, „Hideout”, Masasumi Kakizakiego i idąc za ciosem, prezentuje kolejny tytuł z jego dorobku – „Green Blood” brutalny dramat sensacyjny osadzony w historycznych realiach dzielnicy Five Points.
Z „Green Blood” jest jak z „Gangami Nowego Jorku” Martina Scorsese, z których aż biło smrodem tamtych czasów, zaszczuciem, beznadziejnością i krwią.

Tym co wyróżnia mangi Kakizakiego to znakomita oprawa graficzna. Autor idzie pod prąd powszechnego trendu w komiksie japońskim i zamiast stosować maksymalnie uproszczoną, pełną dynamizmu kreskę, woli wypełniać kadry ogromną ilością detali. Jego dziełom bliżej jest do europejskich komiksów realistycznych niż do wizualnej umowności większości mang, co z pewnością przypadnie do gustu tej części czytelników, którzy mangi omijają raczej z daleka. Oczywiście gros wycyzelowanych kadrów to zasługa grupy pomocników autora, niemniej efekt jest piorunujący, dzięki czemu jego tytuły wyróżniają się na tle pozostałych.

„Green Blood” rozgrywa się tuż po zakończeniu wojny domowej, w momencie wkraczania USA w erę industrializacji i kapitalizmu. Areną wydarzeń jest słynna Five Points, czyli najgorsze slumsy świata, siedlisko brutalnych i bezwzględnych gangów, korupcji, wymuszeń i handlu ludźmi. Te przykre rejony stanowią doskonałą okazję dla rysownika, który bardzo wiernie, wręcz z zaciętością historyka, odwzorowuje realia Szóstej Dzielnicy. Zupełnie jak z „Gangami Nowego Jorku” Martina Scorsese, z których aż biło smrodem tamtych czasów, zaszczuciem, beznadziejnością i krwią. Duszna i przytłaczająca atmosfera panująca w mandze i dobrze odwzorowane tło społeczne to dwa największe plusy „Green Blood”.

W pierwszym tomie Kakizaki przybliża główne postacie, braci Burns. Młodszy Luke to idealista o wielkim sercu, ciężko harujący przez cały dzień za marne pięćdziesiąt centów, starszy Brad, to na pierwszy rzut oka obibok i pasożyt, ale tak naprawdę, w tajemnicy przez bratem, pracuje dla gangu Grave Diggers jako zabójca na zlecenie. W mieście znany jest jako Mroczny Żniwiarz i budzi powszechny szacunek i strach. Obaj mają cele, które chcą realizować, ale najważniejszy to po prostu przetrwać każdy kolejny dzień.

Dużo w „Green Blood” przeróżnych emocji: strachu, żalu, wstydu i pogardy generowanych przez zwalczające się gangi; brutalności, często dosłownej, ale za to uzasadnionej i jak najbardziej odpowiadającej ówczesnym realiom. Autor umiejętnie łączy te wszystkie składniki tworząc wciągającą i dynamiczną opowieść poruszającą wrażliwe struny. Podejrzewam, że w dalszych częściach akcja rozwinie się w stronę tej bardziej sensacyjnej, gdzie to zemsta będzie napędzała bohaterów, ale fakt, że „Green Blood” jest zamkniętą całością, daje nadzieję, że będziemy mieli do czynienia z czymś więcej niż tylko ładnie narysowaną historią i dobrze oddanymi realiami XIX-wiecznego Nowego Jorku. W każdym razie pierwszy tom jest bardzo obiecujący.

Stage 6 Films
Poprzedni

Dziewczyny śmierci - cała prawda o latach 80. [recenzja]

Sonia Draga
Następny

Martwi za życia - noir z RPA [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz