KOMIKS 

Hulk: Szary – sentymentalna podróż w głąb potwora [recenzja]

Jeph Loeb i Tim Sale to jeden z najbardziej utalentowanych duetów w świecie komiksu. Dla DC Comics stworzyli monumentalną opowieść “Batman: Długie Halloween” wraz z kontynuacjami, a dla Marvela wyruszyli w sentymentalne podróże do początków takich postaci jak Spider-Man (Niebieski), Daredevil (Żółty) czy Kapitan Ameryka (White). Najnowszym na naszym rynku z tzw. kolorowej serii jest “Hulk: Szary”.

Postać Hulka stworzyli w 1962 r. Stan Lee i Jack Kirby wzorując się na klasykach literatury grozy: “Frankensteinie” Mary Shelley i “Dr Jekyllu i panu Hydzie” Roberta Louisa Stevensona. Do dziś jest to jeden z najciekawszych bohaterów uniwersum, bardzo niejednoznaczny, skonfliktowany wewnętrznie i skazany na wieczne cierpienie. O losie Bruce’a Bannera, zdecydował nieszczęśliwy zbieg okoliczności, który doprowadził do wybuchu potężnej bomby gamma i napromieniowania ciała genialnego naukowca. Od tego momentu w wyniku niewyjaśnionych reakcji fizycznych, Banner pod wpływem gniewu zamieniał się w bezrozumną bestię zdolną pokonać najsilniejszego przeciwnika.

Do tych chwil w “Szarym” powraca Loeb. Banner, pewnej deszczowej nocy zjawia się u swego psychoterapeuty i wspomina pierwsze momenty związane z pojawieniem się Hulka. Retrospekcje dotyczą przede wszystkim napiętych relacji ze ścigającym go generałem Rossem i strachu o ukochaną, Betty. To także próba pogodzenia się z nieodwracalną sytuacją, ujarzmienia wewnętrznej bestii i spojrzenia na Hulka z jednej strony jak na bohatera, a z drugiej potwora i zagubionego, naburmuszonego dziecka. To bardzo prosta melancholijna, wręcz romantyczna opowieść, która jednak trafia do serca. Scenarzysta umiejętnie stopniuje napięcie, gra na emocjach i buduje relacje między poszczególnymi bohaterami. Ponownie też stosuje bardzo ładną klamrę, doskonale rozkłada akcenty, a na początku stawia interesującą tezę, by w finale odpowiednio ją ograć. Nie brakuje też efektownej akcji i sporej dawki dramaturgii, przynależnych do gatunku superbohaterskiego.

“Hulk: Szary” okazuje się być interesującym spojrzeniem na tę tragiczną postać i kolejną udaną próbą ukazania sposobów na pogodzenie się ze stratą. Do tego przepięknie namalowaną przez Tima Sale’a, który ponownie wykorzystał w opowieści chwyty rodem z kina noir. Hulk jeszcze nigdy nie był tak przekonujący i jeśli chcielibyście rozpocząć przygodę z tą postacią, to właśnie od tego albumu.

GRAF
Poprzedni

Najlepsi aktorzy ze Złotymi Malinami

Egmont
Następny

Batman #6: Cmentarna szychta - warto i nie warto [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz