KOMIKS 

JLA. Amerykańska Liga Sprawiedliwości tom 1 – surrealistycznie i z przymrużeniem oka [recenzja]

Nowe DC Comics to przyrządzone według jednego wzorca uniwersum, w którym pierwsze skrzypce najczęściej grają niezobowiązująca akcja i patos. Zawarte w nim opowieści są uwspółcześnione, bardziej mroczne i robione „na poważnie”, a przy tym nużące i często pozbawione sensu. Brak im też pazura, który stanowiłby o ich wyjątkowości. Dlatego warto cofnąć się do poprzedniej epoki i zobaczyć jak kiedyś przyrządzało się komiksy superbohaterskie.

“JLA. Amerykańska Liga Sprawiedliwości” Granta Morrisona to znamienny przykład tego jak powinny wyglądać opowieści o herosach. Scenarzysta, często nazywany Szalonym Szkotem, karierę w USA rozpoczynał pod koniec lat 80. jako jeden z filarów tzw. Brytyjskiej Inwazji, która przetarła szlaki dla bardziej odważnych dzieł, wykreowała rynek komiksów dla dorosłych i wyzbyła się kajdanów Comic Code Authority, a tym samym przyczyniła się do zaistnienia imprintu Vertigo. Morrison dał się wówczas poznać jako twórca zupełnie nieszablonowy, wytyczający nowe ścieżki i czerpiący z niewykorzystywanych do tej pory źródeł inspiracji. Stworzone w pełnej swobodzie twóczej “Animal Man”, “Doom Patrol”, The Invisibles” czy też “Azyl Arkham” do dziś pozostają dziełami oryginalnymi, do których próbują dorównać współcześni scenarzyści. Z kolei “JLA” to wypadkowa niepokornego talentu i ograniczeń jakie niesie ze sobą czujna cenzura redaktorskich nożyczek. Dodam, że bardzo smakowita.

W połowie lat 90. Liga Sprawiedliwości nie wyglądała tak jak ją znamy obecnie. Jej przygody rozsiane były po dziesiątkach pomniejszych serii, a członkami byli drugorzędni, mniej znani bohaterowie. Morrison zrobił rzecz najbardziej oczywistą. Zebrał do kupy ikoniczne postaci DC – Supermana, Batmana, Wonder Woman, Flasha, Green Lanterna, Aquamana i Marsjańskiego Łowcę Ludzi, i to z nich uczynił znaną do dziś Ligę. To był pierwszy krok do przywrócenia tej grupie blasku, drugim było wrzucenie ich w wir niezwykłych zagrożeń, którym mogliby sprostać z prawdziwym trudem. I tak najpierw stawiają czoła Hiperklanowi, grupie kosmitów chcących wprowadzić ludzkość na nowy etap cywilizacyjny, potem zbuntowanym niebiańskim zastępom przynoszącym apokalipsę i złoczyńcy o imieniu Klucz.

W porównaniu do wcześniejszych dzieł Morrisona, “JLA” nie jest projektem specjalnie ambitnym, ale za to charakteryzuje się sporym rozmachem i ogromną dawką humoru. Autor tworzy poszczególne opowieści z dużym przymrużeniem oka, aplikuje w nie surrealistyczne motywy, nawiązuje do klasyki kina i serwuje naprawdę oryginalne rozwiązania. Nie brakuje tu też obowiązkowej akcji, małych dramatów czy nawet odrobiny wzruszeń, przez co album jest solidną, trzymającą w ciągłym napięciu  rozrywką, ale pozbawioną tego irytującego patosu. Poza tym  świetnie poprowadzeni są bohaterowie, Superman nie drażni swą harcerzykowatą postawą, często jest bardziej zagubiony niż pozostali, prze co mniej “boski”, Batman nawet w swoich towarzyszach wzbudza niepokój i w ich oczach jest wielką niewiadomą, mimo że jest “tylko człowiekiem”, nowi Flash i Green Lantern są przezabawni w swym niedoświadczeniu, a Aquaman wciąż gada z rybami, ale to prawdziwy twardziel. Wonder Woman i Marsjanin stoją trochę na uboczu, ale pewnie i na nich przyjdzie pora w kolejnych tomach.

“JLA” jest więc esencją komiksowego rozbuchania lat 90., gdzie odrobina szaleństwa łączy się z ograną superbohaterską tradycją, co podkreślają dodatkowo ilustracje Howarda Portera, pełne anatomicznych potknięć, ale też pasji, wyobraźni i epickiego rozmachu. Doskonała lektura, zwłaszcza w porównaniu z większością tych z Nowego DC Comics, gdzie scenarzyści piszą swoje historie tak jakby mieli kije w dupie. I bez obaw, “JLA” jest znacznie lepiej dopracowana niż przeszarżowany “Superman” (również Morrisona), ma się ochotę do niej wrócić i sięgnąć po ciąg dalszy.

Nieracjonalny_mezczyzna_dvd
Poprzedni

Nieracjonalny mężczyzna - Woody Allen na jedną noc [recenzja]

Dzika Banda
Następny

GRINDHOUSE vol. 2 - Ile kosztuje film?

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz