KOMIKS 

Jonah Hex #1: Oblicze Pełne gniewu – Dawno temu na Dzikim Zachodzie [recenzja]

Jonah Hex to postać znana nie od dziś. Występował w komiksowym „All-Star Western” i innych pozycjach DC głęboko kłaniających się klimatom Dzikiego Zachodu. Był na tyle popularny, by dostać własny film – niezbyt udany, ale zawsze. Pora przyjrzeć się serii powstałej przed nastaniem Nowego DC Comics.
„Oblicze pełne gniewu” w żadnym wypadku nie jest wyjątkową lekturą – ale dostarcza mnóstwo satysfakcji i przyjemności z czytania.

Legendarny łowca nagród to dla jednych bezwzględny bydlak, dla innych bohater ratujący niewinnych. W niniejszym tomie poznajemy oba te oblicza. Mściciel o twarzy oszpeconej, ale wciąż łudząco przypominającej oblicze Clinta Eastwooda podąża za porywaczami dzieci, poluje na bandytów, eskortuje więźniów i mierzy się z demonami przeszłości. Żadna z historii nie wiąże się z poprzednią. To raczej ciąg osobnych, ale zwartych i intensywnych epizodów. Twardych, gorzkich i brutalnych, pokazujących podłość i okrucieństwo świata. Nic dziwnego, że sam Hex już dawno wyrzekł się Boga i po prostu posyła kolejne męty do piekła.

Scenariusze są proste, ale trzymają w napięciu i niosą ze sobą dosyć mocny ładunek emocjonalny – zwłaszcza co bardziej kameralne i osobiste epizody. Przepuszczone przez pryzmat chropowatej, surowej perspektywy głównego bohatera – dają niezłego kopa i zapewniają sycące zakończenia. Swoją prostotą przypominają trochę wczesne westerny Eastwooda właśnie (np. „Mściciela”). Są nieskomplikowane, bezkompromisowe i sycące.

W chłonięciu klimatu upodlonego Dzikiego Zachodu pomagają też efektowne rysunki Luke’a Rossa i Tony’ego DeZunigi (współtwórcy postaci Hexa). Raz korzystają z nowoczesnych technik graficznych, kiedy indziej odwołują się do brudnego, tradycyjnego stylu, w jakim powinny być utrzymane podobne historie.

„Oblicze pełne gniewu” w żadnym wypadku nie jest wyjątkową lekturą – ale dostarcza mnóstwo satysfakcji i przyjemności z czytania. Idealna pozycja na podróż, do pociągu czy po prostu na letni wieczór spędzony w hamaku.

Otto Schmidt Dzika Banda 62
Poprzedni

Otto Schmidt - delikatnie pikantny pin-up [galeria NSFW]

Alchemy Session
Następny

Arthur Haas - fantastyczne organiczne światy [galeria]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz