KOMIKS 

Klik. Wydanie zbiorcze – kobieta pod presją technologii [recenzja]

W ręce czytelnika spragnionego erotycznej klasyki trafia właśnie zbiorcze wydanie czteroczęściowej serii “Klik” Milo Manary, komiksu który otworzył mu drogę do wielkiej międzynarodowej kariery i zapewnił miejsce w panteonie najlepszych twórców erotyki.

Jeśli jednak spodziewacie się wyszukanej lektury na miarę “Fanny Hill” Clelanda to niestety nie tędy droga. Fabuła w “Kliku” jest iście pretekstowa. Jego bohaterką jest Claudia Cristiani, równie piękna co pruderyjna żona bogatego adwokata, której zostaje wszczepiony odbiornik stymulujący seksualne pobudzenie. Problem w tym, że urządzenie nadawcze – małe pudełeczko z pokrętłem – znajduje się w rękach upokorzonego przyjaciela rodziny, który w niewyszukany sposób mści się za swoją krzywdę. W kolejnych częściach ów gadżet trafia w kolejne nieodpowiednie ręce, wędrując za biedną Claudią po całym świecie.

Zawiązanie akcji daje artyście spore pole do popisu w kwestii prezentacji kolejnych pikantnych scen, najpierw w formie satyry, potem w estetyce awanturniczej przygody, a w finale thrillera z domieszką dramatu. I choć “Klik” jest typowym erotykiem (a w sadzie typowym soft-porno), gdzie nagość i seks są najważniejsze, to Manara wyraźnie próbuje ubrać całość w sensowną ramę fabularną i nadać jej pozoru rozgrywającej się akcji. Zupełnie nie szkodzi, że mu to nie wychodzi, bo te niedostatki równoważone są przez doskonałe rysunki.

Szczyt formy włoskiego artysty to w zasadzie pierwszy rozdział, gdzie kreska jest niezwykle dopracowana, a dalszym planom poświęca równie dużo zaangażowania, co scenom erotycznym. W kolejnych epizodach Manara czasem sobie odpuszcza i mniejszą uwagę przywiązuje do detali, ale i tak clou całości stanowią przecież erotyczne igraszki. Te są wykonane perfekcyjnie, rozbudowane, szczegółowe (często zahaczające o granicę dobrego smaku) i bardzo zróżnicowane. Album można traktować też jako solidnie wydany artbook, bez zawracania sobie głowy fabułą. Jest więc, przede wszystkim, na co popatrzeć,  może też i się czegoś nauczyć? “Klik” to też mały przewodnik po rozwoju talentu (szkoda, że tylko plastycznego) samego artysty – rozpiętość czasowa między pierwszym a ostatnim albumem to aż osiemnaście lat. A jeśli wciąż nie wiecie czy sięgnąć po jego twórczość, zapoznajcie się z tą galerią.

brian adams
Poprzedni

Bryan Adams: kariera to ciężka robota [wywiad]

Agora
Następny

Slow Sex - Szybki kurs wolnego seksu [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

1 Comment

  1. Anonim
    2016-02-04 at 01:03 — Odpowiedz

    tekst na okładce odstrasza

Dodaj komentarz