KOMIKS 

Komiksowy maraton, czyli czytamy hurtowo #11 (Taurus Media)

Dzisiejszy maraton komiksowy sponsorują prosto z zachodniej Europy wyrazista, feralna liczba oraz legiony starożytnego Rzymu w zmaganiach z barbarzyńskimi plemionami.

XIII # 24: Dziedzictwo Jasona Mac Lane’a. Scenariusz: Yves Sente Rysunki: Iouri Jigounov, Taurus Media 2017

Perypetii numeru XIII ciąg dalszy – na kolejną odsłonę przyjdzie nam poczekać trochę dłużej, bo właśnie za sprawą dwudziestego czwartego tomu serii zrównaliśmy się z zachodnim cyklem wydawniczym. Na całe szczęście, w najnowszej części doszło do ciekawych rozstrzygnięć i zamknięcia pewnego etapu przygód kultowego bohatera, ale i zarazem otwarcia następnego – zresztą, czy w tej niekończące się historii mogliśmy spodziewać się czegoś innego?

Poprzednio żegnaliśmy Jasona Mac Lane’a w Europie, kiedy to do jego rąk trafiły dokumenty dotyczące zamierzchłej przeszłości jego przodków. Sprawa rozstrzygnięć wśród uczestników rejsu „Mayflowera” z siedemnastego wieku oraz wpływające na losy świata działania ich potomków wciąż ciągnie się za numerem XIII.  Przy okazji twórcy nie ustają w rozbudowie drzewa genealogicznego bohatera – ich najnowsza rewelacja jest takiego kalibru, ze normalnie można spaść z krzesła na wieść o tym, czyim dalekim potomkiem okazuje się Mac Lane. Czy to ma sens, czy to ma ręce i nogi – wszystko zależy od tego, czy pasuje nam konwencja tej opowieści w stylu Roberta Ludluma. Jeśli lubimy historie o rozgałęziających się spiskach sięgających setek lat w przeszłość, „XIII” da nam wiele uciechy podczas lektury. Szczególnie, że dwudziesty czwarty tom ma naprawdę niezłe tempo i zaskakujące zwroty akcji  – myślę tu szczególnie o pewnej, nieoczekiwanej decyzja Jasona po powrocie do USA i konfrontacji z liderką tajemniczej Fundacji.

Rozstrzygnięcie następuje również w stojącym dotychczas wątku przetrzymywanych w niewoli major Jones i generała Carringtona. Rozstrzygnięcie, które ma gorzki posmak i wprowadza trochę ponurego realizmu w stosunki numeru XIII i pięknej pani major. Na deser zaś dostajemy szczegóły wspomnianego wyżej drzewa genealogicznego i porcje niemych, klimatycznych kadrów, które są niczym cisza przed burzą. Jak zwykle twórcy potrafią podsycić oczekiwania i mimo głosów o wypaleniu serii, na pewno wielu fanów będzie czekać na kolejną odsłonę i ostateczne wyjaśnienie tajemnic przeszłości numeru XIII.

Gdzie kupić?

XIII- Mystery:  Betty Barnowsky. Scenariusz: Joel Callede Rysunki: Sylvain Vallee, Taurus Media 2017

Razem z premierą dwudziestego czwartego tomu „XIII”, wydawnictwo Taurus Media uraczyło czytelników kolejną częścią „XIII – Mystery”. Poboczna seria ciekawie rozwija uniwersum stworzone przez Jeana Van Hamme’a, prezentując kluczowe epizody z życia poszczególnych postaci cyklu.  W tym przypadku padło na raczej mniej istotną bohaterkę, z nie do końca chyba wykorzystanym potencjałem w głównej historii. Betty Barnowsky, która pojawiła się już w pierwszej fazie przygód Jasona Mac Lane’a oczywiście nie mogła niegdyś oprzeć się urokowi numeru XIII, czego niespodziewane konsekwencje obserwujemy w poświęconej jej opowieści.

Nie zaglądamy tu daleko w przeszłość, jak to miało miejsce w przypadku innych bohaterów „XIII Mystery”. Fabuła „Betty Barnowsky” osadzona jest gdzieś między wydarzeniami znanymi ze „Spads” i „Stanu Czerwieni”. Opowiada o nieznanej przygodzie bohaterki i generała Carringtona, którzy jeszcze raz muszą zmierzyć się z niedobitkami odszczepieńców ze SPADS. Powraca przy tym jedna, wydawałoby się zmarła już postać, co zawsze jest ryzykownym posunięciem, ale za to udanie wpisuje się w charakteryzującą niniejszy tom, survivalową konwencję. Jednak gwoździem programu jest tu fizyczny stan głównej bohaterki, który można rzec daje historii tyle samo fabularnych plusów, co minusów.

Ciąża Betty z pewnością powoduje, że tym bardziej przejmujemy się losem tej porządnej dziewczyny nieustannie i z pełną twórczą premedytacją tu poniewieranej. Już sam ten fakt przydaje dramatyzmu całej historii, ale jest to zagranie raczej mało oryginalne. Na całe szczęście, traktowana dotychczas raczej po macoszemu i nierzadko z szowinistycznym przymrużeniem oka postać Betty zyskuje tu niespodziewanej głębi (także dzięki częstym zbliżeniom na jakby przyjaźniejsze  w tym wydaniu rysy twarzy bohaterki), zwłaszcza gdy coraz mocniej wnikamy w koleje jej życia. Rozterki nabierają sensu, nabiera także sensu jej wybór, karzący młodej, ponętnej kobiecie paść w ramiona starszego mężczyzny, z którym niebawem zwiąże swoją przyszłość. A poza tym jest akcja, jest zemsta i mimo wszystko trochę odróżnienia od poprzednich tomów, w których twórcy mocno przewartościowywali wizerunki niektórych postaci. Betty zaś jest taka, jaka jest i niech tak pozostanie.

Gdzie kupić?

Orły Rzymu #5.  Scenariusz i rysunki: Enrico Marini, Taurus Media 2017

Na finisz mini-maratonu mamy danie najbardziej smakowite. Na piątą część sztandarowego dzieła Mariniego trzeba było trochę poczekać, ale naprawdę było warto. Ponownie, podczas lektury niejednokrotnie przyłapujemy się na tym, że przy poszczególnych kadrach zatrzymujemy się na dłużej, zatrzymując wzrok na rozmazanych detalach drugiego planu stanowiących wyśmienity kontrast dla pieczołowicie oddanych szczegółów tego, co widoczne na  froncie. A już dwustronicową, bitewną planszę można kontemplować przez długie minuty – Marini dał tu z siebie wszystko, a sednem jego graficznego talentu jest tu ustawienie proporcji rozstawiające dwójkę głównych bohaterów niczym na szalach wagi.

A fabuła? Cóż, przez tyle czasu szykowaliśmy się do rozstrzygającej bitwy, do pełnego wyjaśnienia tajemniczej wizji Falko – i wszystko to dostajemy w tym tomie, dostajemy w sposób niemal fizycznie bolesny, który przebija słynną, marvelowską maksymę, że nic już nie będzie takie samo. Marini w „Orłach Rzymu”, zarówno jako rysownik i scenarzysta wzbił się na wyżyny talentu i ustanowił europejski standard, którego być może przewyższa nawet ostatnie dokonania Dorisona w materii przygodowych komiksów. Mimo, że wydarzenia opisywane w tej serii mają historyczne podłoże i takowych bohaterów – więc nie powinno być zaskoczeń – to twórca tak manewruje, tak rozporządza losem postaci, że czuć tu wręcz demiurgiczną zaciętość i starania, by czytelnik niczego nie był pewien, co jednak nie zwalnia artystę z budowania wiarygodnej fabuły.

A wiarygodnie, znaczy w tym przypadku bez pardonu, bez litości. Nie ma taryfy ulgowej, przyjaźń ma swoje granice, miłość w tak niebezpiecznych czasach nie powinna mieć miejsca, bo za uczucia płaci sie tu sowitą cenę. Komu kibicować? Arminiusz wychodzi tu na kontrowersyjną postać, ale przecież jako Ermanamer robi wszystko dla swojego, upokarzanego i pogardzanego przez Rzym ludu. A Falko? Tak, z nim z pewnością łatwiej jest nam się utożsamiać, ale też  czy to, czego doświadczył nie zmieni go na zawsze, nie zrobi z niego potwora? Na kolejną część przyjdzie nam długo poczekać, ale nieważne ile to będzie trwało, istotne jest, by twórca zachował dotychczasowy poziom przedstawianej nam historii.

Gdzie kupić?
Duck-Tales-Slow-Jam
Poprzedni

Kacze opowieści - kultowa, niestarzejąca się kreskówka

BBC
Następny

Ile kosztuje książka, czyli po co komu jednolita cena książki?

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz