KOMIKS 

Krew tchórzy #1: Zemsta Jamy – Dumas spotyka przeciętność [recenzja]

Tęsknicie za klimatami Trzech muszkieterów? Lubicie intrygi kryminalne sięgające czasów, gdy śledczy nie posiłkowali się technikami rodem z CSI? Być może „Krew tchórzy” jest właśnie dla Was. Być może…
„Zemsta Jamy” to album leżący daleko od ideału. Zapowiada jednak ciekawą intrygę, nad całością unosi się przyjemny klimat archaicznego kryminału.

Tom pierwszy, „Zemsta Jamy”, opowiada historię dwóch śledztw. Jedno umiejscowione w 1643 roku, dotyczy śmierci przedstawiciela Imperium Brytyjskiego w Indiach Wschodnich. Drugie ma miejsce dwadzieścia lat później i rzuca nas w serce Wysp, gdzie obserwujemy poszukiwania mordercy zostawiającego poćwiartowane ciała. Sprawę prowadzi baron Pike, koronny śledczy. Oba wydarzenia pozornie nie są ze sobą związane.

Oba przypadki to brutalne, obrzydliwe zbrodnie, które wywracają na lewą stronę żołądki przyzwoitych ludzi. Autorski komiks Jean-Yvesa Delitte’a jest w istocie historycznym kryminałem, kłaniającym się tradycjom Aleksandra Dumasa oraz klimatom rodem z „Przygód Kapitana Alatriste”. Historia może nie należy do porywających, a bohaterowie do zapadających w pamięć, ale całość trzyma klimat i nienajgorsze tempo, dając niezłą „średnią kryminalną” do poczytania. Czasem tylko autor – albo tłumacz – miesza w kwestiach archaizacji. Do puli z ładnie stylizowanymi dialogami dorzucił parę zwrotów, jakie słyszą nasi kumple podczas gry w kosza.

Delitte uwielbia popisywać się bajerami architektonicznymi – i rzeczywiście, spektakularne szkice budowli i otoczenia wychodzą mu znakomicie. Galeony, pałace, wnętrza budynków, czy zwykłe pejzarze – to wychodzi twórcy znakomicie, buduje klimat i jest pociągnięte bardzo przyjemnymi kolorami. Trochę gorzej rzecz ma się z postaciami ludzkimi. Sylwetkom zazwyczaj ciężko coś zarzucić – bardzo wdzięcznie oddano ubiory z epoki. Czasem tylko nogi składają się pod dziwnym kątem podczas scen marszu i biegu. Problem stanowią twarze. Wszystkie męskie wyglądają niemal identycznie i ciężko czasem odróżnić od siebie bohaterów z jednego regimentu czy urzędu, zwłaszcza, gdy mają podobne fryzury. Jest to jednak sprawa do przełknięcia. Gorzej, że mamy do czynienia z bardzo specyficzną manierą prezentowania rozmów. Kadry z co spokojniejszymi wymianami zdań wydają się dosyć płaskie, a w większości przypadków rozmówcy patrzą na siebie z ukosa, niezależnie od sytuacji. Czynność znana jako obrót głowy w stronę napotkanej osoby wydaje się dla nich obcym kulturowo zjawiskiem. Kto wie, może XVII wiek rządził się innymi prawami w tej materii? Niemniej, abstrahując od realiów historycznych, chciałem sprawdzić, jak taka rozmowa wyglądałaby w rzeczywistości.

Na potrzeby recenzji małpowałem patrzących z ukosa bohaterów przez kilka minut. Znajoma, na którą wypadło, była bardzo zaniepokojona. Pytała, czy wszystko w porządku. Chciała zadzwonić po egzorcystę.

„Zemsta Jamy” to album leżący daleko od ideału. Zapowiada jednak ciekawą intrygę, nad całością unosi się przyjemny klimat archaicznego kryminału. Dlatego miłośnicy podobnych pozycji mogą rozważyć zakup.

War Book
Poprzedni

Inwit - Polityka, kłamstwa i operacje specjalne [recenzja]

Night Manager
Następny

The Night Manager - porządny facet kontra najgorszy człowiek na świecie [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

2 Comments

  1. 2016-03-01 at 13:13 — Odpowiedz

    Z pewną taką nieśmiałością chciałam zapytać, dlaczego KREW TCHÓRZY? Czy ta krew jest mało odważna, bojaźliwa i ucieka, gdy ktoś ją trąci palcem?

Dodaj komentarz