KOMIKS 

Królewska krew #1: Świętokradcze zaślubiny – krew, erotyka, manga, Jodorowsky [recenzja]

Wydawnictwo Scream serwuje nam „Królewską krew”, pierwszy tom niecodziennej serii, gdzie manifesty Jodorowskiego spotykają się z mangową kreską w konwencji komiksu frankońskiego.

Opowieść rozpoczyna się w chwili, gdy młody król Alvar prowadzi wojska w zaciekłej bitwie broniąc swego królestwa. Już od pierwszych kadrów w oczy rzucają się szczególne cechy tego wydawnictwa – specyficzna, mangowa kreska Dongzi Liu, pełna dynamiki i dbałości o najdrobniejsze detale oraz brutalności. Wraz z rozwojem wydarzeń dojdzie jeszcze spora dawka erotyki. Wróćmy jednak do Alvara. Ów przystojny młodzieniec ukochany przez swoich żołnierzy zostaje ranny w trakcie starcia, co odbija się na morale rycerzy. Król decyduje się na oszustwo. Oddaje swoją zbroję Alfredowi, swemu kuzynowi i nakazuje mu poprowadzić armię do zwycięstwa, nim on zbierze siły i będzie gotów znów stanąć do walki. Alfred jednak ma inne plany…

Alejandro Jodorowsky zaskakuje, ale nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Prym wiedzie tu zdecydowanie rysownik.

Historia „Królewskiej krwi” rozpoczyna się niczym epicka fantasy, by później skręcić w stronę dworskich intryg i nieokiełznanych namiętności determinujących postępowanie bohaterów. Nie brak tu scen bardzo śmiałych, bulwersujących, czy nawet bluźnierczych. Niech nikt się jednak nie nastawia na powtórkę z „Gry o Tron”. „Świętokradcze zaślubiny” opowiadają historię znacznie prostszą i czynią to również w sposób niezbyt wyszukany, o czym świadczy już sam tytuł będący wielkim spoilerem dla całości. Po raz kolejny Alejandro Jodorowsky zaskakuje, ale nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wątki są dość naiwne (jak choćby wspomniane wcześniej zawiązanie akcji), fabuła gna do przodu serwując bardzo duże przeskoki czasowe, czasem wręcz wbrew logice. Nie mogę tu przytoczyć przykładów, by nie psuć przyjemności z odczytywania tego komiksu, ale muszę przyznać, że całość przypomina raczej zręby jakiejś legendy czy przypowieści, niż konkretnej fabuły. Wrażenie to potęgują stylizowane dialogi, w których bohaterowie nie porozumiewają się ze sobą, tylko wygłaszają patetyczne monologi. W dworskich komnatach to jeszcze przejdzie, ale na polu walki, czy w alkowie uwydatnia to poczucie teatralności. Nie da się nie zauważyć również mizoginicznego wydźwięku, jaki przebija z kart komiksu, Jodorowsky dość często miał problem z jego maskowaniem.

Zadziwiająco, tym co szczególnie przykuwa uwagę do tego komiksu jest oprawa graficzna. Wspomniane, perfekcyjne rysunki Liu, nie powinny przeszkadzać nawet tym, którzy za mangą nie przepadają, a ich wyjątkowość i dynamika, wraz z bijącym z nich mrokiem, często nadrabiają za całość dzieła. Koniec końców „Świętokradcze zaślubiny” to bowiem intrygujące wprowadzenie do cyklu „Królewska krew” i liczę, że wydawnictwo Scream da okazję polskim czytelnikom zapoznać się z resztą historii. Tym bardziej, że wydanie znów stoi na mistrzowskim poziomie – twarda oprawa, pięćdziesiąt cztery plansze na kredowym papierze, albumowe wymiary, to znów coś, co zadowoli każdego kolekcjonera sztuki komiksowej.

Scream Comics
Poprzedni

Niedźwiedzi Kieł #1: Max - Ludzie i samoloty: początek [recenzja]

Egmont
Następny

Avengers #3: Preludium Nieskończoności - za dużo wody w benzynie [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

1 Comment

  1. naz
    2016-05-28 at 23:45 — Odpowiedz

    Komiks jest przedewszyskim genialnie narysowany. A patetyzm? Szczerze mówiąc nie zauważyłem. Taki jest ten bohater, ma obłęd na punkcie swojej królewskości. Historia zaś nie jest „nielogiczna” ani patetyczna a Dumasowska. odsyłam, proszę sprawdzić. 😉

Dodaj komentarz