KOMIKS 

Krucjaty #2: Wrota Hermesa / Bitwa pod Al-Mansurą – to już koniec? [recenzja]

Poprzedni tom historyczno-fantastycznej serii mocno rozbudził czytelnicze apetyty, szczególnie za sprawą ostatniej, dwustronicowej planszy. Czy twórcy „Krucjat” wykorzystali w pełni potencjał intrygującego zwrotu akcji z końcówki „Srebrnookiego Widma”?
Przy okazji drugiego tomu „Krucjat” zaliczamy kilka skoków czasowych. Cofamy się o ponad tysiąc lat wstecz, by zobaczyć zetknięcie się z tajemniczym znaleziskiem przedstawicieli Imperium Rzymskiego, na czele z samym Juliuszem Cezarem.

W „Srebrnookim widmie” pożegnaliśmy się z drużyną Wilhelma Sonnaca, gdy ta eksplorowała podziemia Damietty oraz walczyła z Asasynami i posiadającymi nadludzkie moce, przerażającymi ofiarami ich eksperymentów. Krucjaty i stojące za nimi idee zeszły na drugi plan, zresztą w obliczu nieznanego zagrożenia muzułmanie byli nawet skłonni współpracować z chrześcijanami. Podziemna, kończąca się ucieczką wyprawa grupy Sonnaca ostatecznie zaprowadziła ją do miejsca, które zdawało się rzucić światło na tajemnice Damietty. Szkopuł w tym, że to co dla współczesnego czytelnika wygląda na pozostałości statku kosmicznego, dla żyjących w trzynastym wieku bohaterów stanowi coś praktycznie nieidentyfikowalnego. Ale że człowiek zawsze musi sobie znaleźć wytłumaczenie dla przerastających jego zdolności poznawcze zjawisk, także tajemnicze znalezisko staje się dla natykających się na nie bohaterów, czymś w rodzaju pozostałości po dawnych bogach. Zaś ci, którzy zetknęli się już w nim dużo wcześniej, zdążyli nawet obdarzyć  jego najważniejszą część mianem tytułowych Wrót Hermesa.

Przy okazji drugiego tomu „Krucjat” zaliczamy kilka skoków czasowych. Cofamy się o ponad tysiąc lat wstecz, by zobaczyć zetknięcie się z tajemniczym znaleziskiem przedstawicieli Imperium Rzymskiego, na czele z samym Juliuszem Cezarem. Dowiadujemy się również czegoś nowego o losie papieskiego legata Pelagiusza, który kilkadziesiąt lat przed wyprawą Sonnaca, podczas Piątej Krucjaty dotarł do Wrót Hermesa i ów fakt jest najistotniejszy dla rozwoju fabuły najnowszego, podwójnego albumu. Były legat, wraz z krnąbrnym bratem Sonnaca, alchemikiem Walterem, okazują się być najważniejszymi postaciami historii. Obaj mają wiele wspólnego i to wobec ich pragnień, poczynania reszty bohaterów pozostają w cieniu – nawet w przypadku Wilhelma Sonnaca, który przez dłuższy czas wydawał się być najważniejszą figurą „Krucjat”.

Przekaz wydaje się oczywisty. Człowiek stojący w obliczu nieznanego i dostrzegający nagłe korzyści płynące z wykorzystania tajemniczych, niezrozumiałych sił, dostaje kolokwialnie mówiąc, małpiego rozumu. Szczególnie dotyka to ludzi z poczuciem misji naprawiania świata, ludzi bardzo często światłych, którzy dzięki pozyskanym mocom i nowym możliwościom przemieniają się w rezultacie w bezlitosne, krwiożercze bestie. Zaś ci, którzy uczestniczą w ich krucjacie, bądź stają przeciwko niej, po prostu płacą najwyższą cenę. Niewielu znajdzie się takich, którzy potrafią przejrzeć na oczy i oprzeć się wpływom ideologii, w tym przypadku podpartej jeszcze argumentem w postaci nadnaturalnych mocy.

O tego rodzaju dylematach opowiadają „Krucjaty”, problem z nimi jest taki, że prawdy te serwowane są w komiksie w dosyć chaotyczny, fabularne rozchwiany sposób, który psuje intrygujący koncept całości. Co z tego, że przedstawione jest to pięknie, a rysunki Xiaoyu ponownie budzą podziw, skoro dzieje się tak dużo i szybko, że czasami nawet potrafią mylić się nam poboczne postacie i zajmowane przez nich frakcje? Całość ratuje klimatyczna, zaskakująca końcówka, po której czytelnik pozostaje z uczuciem niedosytu. To już? Mimo średniego poziomu historii chciałoby się więcej, chcielibyśmy większej wiedzy na temat tajemniczego znaleziska, ale pamiętajmy, że stawiamy się w uprzywilejowanej sytuacji. Dla bohaterów komiksu (no, może oprócz jednego) ta historia po prostu się skończyła i chyba lepiej by wyszli na tym, gdyby nigdy nie zetknęli się z Wrotami Hermesa. Ale kto wie, może jeszcze nie wszystko stracone i twórcy wychodząc naprzeciw oczekiwaniom czytelników, będą kontynuować dzieło i może już szykują scenariusz z nową krucjatą, tym razem rozgrywającą się  w naszej przyszłości – wcale bym przeciw takiemu rozwiązaniu nie opanował.

Michał Cholewa
Poprzedni

Michał Cholewa - jestem bardzo zły, no i trudno [wywiad]

obecność 2
Następny

Obecność 2 - Powtórka z Demona [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz