KOMIKS 

Krwawe gody – Wesele według Van Hamme’a [recenzja]

Maratonu z twórczością Hermanna ciąg dalszy. Tym razem dostajemy do rąk osobną historię od dream teamu – do słynnego rysownika dołącza bowiem słynny scenarzysta Jean Van Hamme („Largo Wynch”, „Thorgal”, „XIII”). Zobaczcie, co wyszło z takiego połączenia.
„Krwawe gody” opowiadają o konflikcie, jego bezsensie, i koszcie, jaki ze sobą niesie, niezależnie od skali.

Trzeba przyznać, że już zestaw nazwisk brzmi dobrze. Panowie dobrali się doskonale – obaj snują historie przesycone gorzkim realizmem, pełnym przyziemnego, życiowego brudu. I takie są właśnie „Krwawe gody”. Płynąca z nich treść to mała obyczajowa petarda, która wybucha czytelnikowi w twarz i pozostawia nieprzyjemnie oszołomionym.

Komiks Van Hamme’a i Hermanna opowiada historię wiejskiego wesela zorganizowanego za pieniądze bogatego właściciela ziemskiego (ojca pana młodego) w pewnym zajeździe. Zarówno bogacz, jak i właściciel lokalu nie należą do ludzi najłatwiejszych w obejściu. Delikatnie rzecz ujmując. Właśnie dlatego jedna nieświeża potrawa staje się zarzewiem awantury, która przybierze niespodziewanie krwawe oblicze, a po drodze wyjdzie na jaw kilka rodzinnych sekretów i dramatów.
Wiodące strony konfliktu nie są nawet do końca złe, ale dość uparte, by ich duma przerodziła się w głupotę, która będzie kosztować niewinnych. A już podczas wymiany ciosów na żer wyjdą sępy korzystające z zamieszania i tragedii. Zupełnie jak na wojnie. Bowiem, jak podkreśla sam scenarzysta we wstępie – „Krwawe gody” opowiadają o konflikcie, jego bezsensie, i koszcie, jaki ze sobą niesie, niezależnie od skali. A podczas starć zawsze cierpią postronni.

Van Hamme podołał wyzwaniu. W historii o stosunkowo niewielkiej objętości upchał blisko trzydzieści wyrazistych postaci, z których niemal każda dobrze wykorzystuje swoje pięć minut. To postacie interesujące i uwikłane w rodzinne dramaty, zarówno te małe, jak i wielkie. Scenarzysta w udany sposób wplótł w ponurą historię szczyptę rozładowującego napięcie czarnego humoru i kilka łagodniejszych akcentów.

Dzieła dopełnił niezawodny Hermann, którego kreska i kolorystyka niezawodnie pasują do gorzkiej i krwawej rodzinnej historii Van Hamme’a.

„Krwawe gody” to interesująca pozycja, którą każdy miłośnik realistycznych historii obrazkowych powinien przeczytać. Ma w sobie coś z teatralnego dramatu – intensywność, zwartość i posmak nieuchronnej tragedii. Danie pełne goryczy, ale jakże sycące.

Rolllins James
Poprzedni

Sigma force Jamesa Rollinsa - udany misz-masz podstawą sukcesu?

dom nad jeziorem
Następny

Dom nad jeziorem - sekret rodzinnej tragedii sprzed lat [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz