KOMIKS 

Krzesło w piekle – świadectwo niezwykłego talentu [recenzja]

„Krzesło w piekle” to grubo ponad trzysta stron wizualnej uczty. Inna ocena niż 100 % nie wchodzi tutaj w grę, choć określenie „arcydzieło” w kontekście zawartości albumu Krzysztofa Gawronkiewicza niezupełnie pasuje. To raczej zebrane w jednym miejscu dziesiątki małych arcydzieł, które można oglądać bez końca.

W Polsce absolutnym rysunkowym guru jest Grzegorz Rosiński, czasami mówi się tak również o Bogusławie Polchu. Obaj mieli przywilej tworzenia najpopularniejszych, wręcz legendarnych już w Polsce serii komiksowych, dzięki czemu ich nazwiska na stałe wpisały się w historię rodzimego komiksu. Trzeba uczciwie przyznać, że Krzysztof Gawronkiewicz tworzył rysunki do nie tak popularnych historii i choćby dlatego jego rozpoznawalność jest mniejsza, niż wyżej wymienionych artystów. Natomiast jeśli chodzi o wartość artystyczną jego prac, mamy do czynienia po prostu z grafikiem wybitnym, jeśli nie najwybitniejszym wśród polskich rysowników. Udowadnia to wydany przez Kulturę Gniewu, przy udziale portalu wspieram.to, album „Krzesło w piekle”, zbierający w jednym miejscu wiele z rozproszonych po różnych antologiach i magazynach komiksowych prac Gawronkiewicza. To przekrój, którego wizualna i estetyczna różnorodność powala. Mamy tu możliwość prześledzenia wielu stylistyk, którymi przez lata kariery posługiwał się rysownik, a każdą z nich wyróżnia oprócz indywidualnego rysu twórcy jakiś szczególny, unikalny element. Prawda jest bowiem taka, że Gawronkiewicz to artysta poszukujący, który potrafi dostosować swoją kreskę do charakteru poszczególnych historii. Kiedy trzeba, posiłkuje się uproszczeniami, kiedy trzeba rozbudowuje tło na dalszych planach, a w jeszcze innych przypadkach potrafi zatracić się twórczo w szczegółach niczym Andreas. Dlatego też, jak wspomniałem we wstępie, można jego prace oglądać bez końca, a już sam zestaw różnorodnych tematycznie i stylistycznie ilustracji załączonych pod koniec albumu, prowadzi odbiorcę wprost do apogeum estetycznego zachwytu.

Gawronkiewicz, aby w pełni pokazać swoje atuty, swoje myślenie obrazem, potrzebuje scenariuszy nietuzinkowych, opowieści mieszających realizm z niesamowitością, jawę ze snem, porządek świata z przypadkowością zdarzeń.

Nie na darmo przywołałem nazwiska Rosińskiego i Polcha, którzy tworzyli rysunki do popkulturowych i mocno osadzonych gatunkowo fenomenów, jak „Thorgal” i „Funky Koval”. Gawronkiewiczowi nie trafiła się jeszcze seria tego formatu, choć może takie określenie jest tu zupełnie nie na miejscu. Rysownik pracował bowiem przy komiksach, które niełatwo zaszufladkować. Ich gatunkowość jest trudna do uchwycenia, wymykają się popkulturowym schematom. Duży w tym udział scenarzystów, głównie Grzegorza Janusza i Dennisa Wojdy, za sprawą których powstały najpopularniejsze historie, które ilustrował Gawronkiewicz – „Mikropolis”, „Przebiegłe dochodzenia Ottona i Watsona” i „Tabula Rasa” (notabene, zaprezentowanie jedynie wycinka tego ostatniego tytułu, na którego albumowe wydanie czeka od lat wielu fanów komiksu, to chyba jedyny mankament „Krzesła w piekle”). Ano właśnie – ciekawe jak poszłoby artyście przykładowo zilustrowanie „Thorgala”? Nie wątpię, że poradziłby sobie znakomicie, ale zapewne czułby się ograniczony przez ramy gatunku, ramy samej historii, przez jej, co by nie mówić – scenariuszową przewidywalność. Gawronkiewicz, aby w pełni pokazać swoje atuty, swoje myślenie obrazem, potrzebuje scenariuszy nietuzinkowych, opowieści mieszających realizm z niesamowitością, jawę ze snem, porządek świata z przypadkowością zdarzeń. Ta potrzeba artysty widoczna jest w dwóch innych, czarno-białych dziełach – w „Burzy” do scenariusza Macieja Parowskiego i „Achtung Zelig!” do scenariusza Krystiana Rosenberga, w których równie ważna jak sama historia, jest też jej warstwa archetypiczno-symboliczna.

Tu chyba kryje się tajemnica artystycznego sukcesu Krzysztofa Gawronkiewicza. Jego rysunki potrafią wydobyć głębsze warstwy i pierwotne znaczenia z tekstów poszczególnych scenarzystów, wyłuskać to, co kryje się między słowami. Dzięki temu, ich wspólne komiksy nie są przezroczyste i schematyczne, uruchamiają w nas chęć dokopywania się do wielu ukrytych pokładów treści, poruszają i fascynują i tak naprawdę wcale nie uciekają od popkulturowych wzorców. A nawet więcej, antologia „Krzesło w Piekle” jest przykładem inteligentnej zabawy ze składnikami kultury wysokiej i niskiej, z arcydziełami kina i literatury, zabawy udowadniającej, że w rękach świadomego swej wartości i pojemności komiksowego medium artysty, te składniki mogą ze sobą idealnie współdziałać. Przykładem są dziesiątki kadrów z „Krzesła w piekle”, które wywołują zachwyt, uśmiech, po prostu poruszają siedzącą w człowieku estetyczną strunę. A także budzą wspomnienia i nostalgię, tak jak kadr ze sto pięćdziesiątej trzeciej strony , na którym, wśród bałaganu na stole widać okładkę drugiego numeru magazynu „Relax”. To widok mnie osobiście chwytający za serce, bo pamiętam straszliwe wydarzenie z mojej młodości, kiedy babcia w szale sprzątania podczas mojej nieobecności w domu, wyrzuciła do śmieci kilka numerów „Relaxu” – historyjka w sam raz do zilustrowania dla Gawronkiewicza, nieprawdaż? Tego rodzaju nieprzewidywalne epizody i opowiastki znajdziemy właśnie na stronach „Krzesła w piekle”. Przeglądając kolejne strony grubaśnego i wielkoformatowego albumu, tym bardziej cieszy mnie świadomość, że byłem jedną z trzystu siedmiu osób, które wsparły jego powstanie.

25th Street Recording
Poprzedni

New Bermuda - ciężkie granie dla opornych [recenzja]

Galeria Książki
Następny

Trollhunters. Łowcy Trolli - del Toro i trolle [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz