KOMIKS 

Lazarus # 3: Konklawe – krew i polityka [recenzja]

Fabuła w „Lazarusie” rozwija się w wyjątkowo atrakcyjnym kierunku. Nie tylko z każdym tomem twórcy stopniowo poszerzają informacje na temat świata po niesprecyzowanym wciąż kataklizmie, ale też oferują czytelnikom nietuzinkowe, łączące się w intrygujący łańcuch wydarzeń opowieści, które jednocześnie posiadają unikalny, autonomiczny charakter.
W „Konklawe” mamy wreszcie możliwość poznać komplet rodzin rządzących poszczególnymi częściami kuli ziemskiej.

To bodaj największa zaleta komiksu ze scenariuszem Grega Rucka. Trzy kolejne tomy, mimo że pojawiają się w nich w większości ci sami bohaterowie opowiadają trzy różne fabularnie historie, które mają za zadanie przybliżać realia świata przedstawionego. Oczywiście w każdej z nich obserwujemy rozwój kluczowej postaci zabójczej, ale i trapionej wątpliwościami Forever, która cały czas boryka się ze świadomością, że być może jest z zimną krwią wykorzystywana przez członków swojej „rodziny”. W „Konklawe” mamy wreszcie możliwość poznać komplet rodzin rządzących poszczególnymi częściami kuli ziemskiej – twórcy nawet pokusili się o rodzaj zestawienia w postaci „dramatis personae”, bo rzeczywiście nowych postaci pojawia się tu multum. W tym zestawieniu zaprezentowane są tak cenne informacje, jak domena, którą włada dana rodzina, z kim postaje w sojuszu i kto jest jej Łazarzem. To prawda, że to spora dawka informacji na sam początek albumu, ale jeśli pogubimy się w trakcie lektury, zawsze możemy cofnąć się do zestawienia i przyporządkować poszczególnych aktorów dramatu do ich ról.

A nie ma co ukrywać – w trzecim tomie „Lazarusa”  dużo się dzieje i jest, szczególnie w końcówce, bardzo dramatycznie. Na przyszłe wydarzenia na tytułowym konklawe przygotowuje nas klimatyczne interludium, poświęcone postaci Jonaha Carlyle, który w pierwszym tomie serii przypłacił nieudane przejęcie władzy ratując się desperacką ucieczką. Trafia on do domeny rządzącego częścią dawnego USA i Kanady Jacoba Hocka, skonfliktowanego z rodziną Carlyle. Ten zaś zyskuje w osobie młodego Jonaha niespodziewaną kartę przetargową, dzięki której będzie mógł rozpocząć polityczną rozgrywkę, mającą na celu wyeliminowanie wpływów rodziny Carlyle. Ale nie tylko o wpływy tu chodzi, ale również o fakt dysponowanie przez familię głównej bohaterki czymś, wyjątkowo pożądanym przez pozostałe rodziny. Wszystko rozstrzygnie się na tytułowym, zaplanowanym z wyrachowaniem przez Hocka konklawe, na którym zbiorą się wszystkie rodziny. Z czasem jednak okaże się, że poszczególne strony konfliktu nie doceniły się nawzajem w prowadzeniu niebezpiecznej, polityczno-skrytobójczej gry.

Czytając trzeci tom „Lazarusa” nie można oprzeć się narastającym (i raczej niezamierzonym przez twórców) porównaniom z sagą o Wiedźminie (i spokojnie można tu jeszcze dorzucic nowy serial, „Into the Badlands„). Sama postać Forever Carlyle może jawić się jako żeńska kopia Geralta, tak w porównaniu ich umiejętności, przebytych mutacji genetycznych, jak i skłonności do wewnętrznych rozterek. Ale w porównania można iść jeszcze dalej. Jeśli ktoś czytał „Czas pogardy”, drugi tom sagi Sapkowskiego, czytając najnowszy tom „Lazarusa” może mieć wrażenie reminiscencji, ponieważ sam pomysł na konklawe i następujące na nim dramatyczne wydarzenia, przypominają swym charakterem wypadki na wyspie Thanedd podczas zjazdu czarodziejów. Rzecz jasna tych narzucających się podobieństw nie należy traktować jako wady, czy przykład wtórności komiksu – jeśli w głowach znakomitych twórców krążą podobne pomysły, należy przede wszystkim zwrócić uwagę na ich wykonanie. A „Lazarus” w trzecim tomie to prawdziwy majstersztyk z umiejętnie stopniowanym napięciem, w którym wychodzą na wierzch najgorsze ludzkie żądze, knowania i skłonność do zbrodni dokonywanych w imię politycznych celów i to najczęściej rękoma uzależnionych od swych władców, ludzkich narzędzi. Stąd też w finale „Lazarusa” możemy spodziewać się krwawego i emocjonującego  pojedynku (kilkanaście stron!), nie wiem, czy nie najbardziej efektownego i dramatycznego, jaki kiedykolwiek pojawił się na komiksowych kartach. To coś naprawdę wyjątkowego i zapierającego dech, sekwencja przy której chowa się większość superbohaterskich nawalanek. A kiedy nastąpi już finał walki, w świecie Forever Carlyle nic już nie będzie takie samo.

Cloverfield-Lane-10-plakat
Poprzedni

10 Cloverfield Lane - kameralny thriller i coś jeszcze [recenzja]

prince
Następny

10 przebojów, które Prince napisał dla innych muzyków

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz