KOMIKS 

Lazarus # 4: Trucizna – wojna w płatkach śniegu [recenzja]

Czwarty tom „Lazarusa” przynosi eskalację konfliktu między zwaśnionymi Rodzinami. A także jedno z najbardziej widowiskowych przedstawień wojny, jakie przewinęło się ostatnimi czasy na kartach historii obrazkowych.

W świecie przyszłości rozpoczęła się wojna. Nie są to bynajmniej jakieś masowe, działania wojenne – w innych okolicznościach historycznych bardziej pasowałoby do nich określenie zbrojnej potyczki. Ale też i świat jest inny, podzielony świat przyszłości z całkiem nowym układem sił i mniejszymi zasobami ludzkimi. Są jednak do dyspozycji pokaźne zasoby sprzętowe i przede wszystkim technologiczny postęp – to dzięki niemu jeden Łazarz może okazać się więcej wart niż cała bateria śmiercionośnych rakiet. Dlatego też ponownie na stronach „Lazarusa” zobaczymy Forever w ogniu walki. Ale też nie obejdzie się przy tym bez fabularnych twistów.

W czwartym tomie „Lazarusa” twórcy nie zwalniają tempa i znacząco rozwijają swój świat.

W „Truciźnie” Greg Rucka rozwija reperkusje dramatycznego finału „Konklawe„, kiedy to mogliśmy oglądać niespodziewane zwieńczenie pojedynku głównej bohaterki z Sonją Bittner. Po zaaplikowaniu trucizny Hocka głowie rodu Carlyle, Malcolmowi, rzeczy nie układają się po myśli rodziny Forever. Stephena Carlyle, zastępującego ojca w roli przywódcy sytuacja najwyraźniej przerasta, działania wojenne przeciw Hockowi i jego sojusznikom nie przynoszą oczekiwanych rezultatów i jednocześnie trwa wyścig o życie pozostającego w śpiączce Malcolma. Toczą się także dyplomatyczne przepychanki, a na froncie żołnierze rodziny Carlyle usiłują dokonać rzeczy niemożliwych. W zimowej scenerii toczy się nierówna wojna na terenie wroga i wydaje się, że tylko jedna osoba może przechylić szalę zwycięstwa. Co się jednak stanie, gdy niespodziewanie jej zabraknie?

W czwartym tomie „Lazarusa” twórcy nie zwalniają tempa i znacząco rozwijają swój świat. Fascynuje sam sposób podawania historii przez Ruckę, który od początku nie zarzucał czytelników mnogością wątków i informacji, tylko krok po kroku poszerzał swą wizję, oszczędnie odkrywając karty, nigdzie się nie śpiesząc, dbając o jakość fabuły i starając się intrygować odbiorcę. Taką odkrytą kartą jest z pewnością pierwszy rozdział „Trucizny”, pojedyncza historia z zakonnicą-szpiegiem w wiodącej roli i wreszcie z częściowym odsłonieniem przyczyn, które stoją za takim, a nie innym obrazem świata po apokaliptycznych wydarzeniach. Powoli wszystko się zazębia, wątki i postacie, które wydawało się, że twórcy porzucili powracają i ta układanka świetnie działa na wyobraźnię. Zwłaszcza przy klimatycznych, oszczędnych, czasem brudnych wręcz  rysunkach Michaela Larka.

Choć przecież ta zimowa wojna wygląda nie tylko brudno, ale i pięknie. Styl rysownika niezmiernie pasuje do oddania klimatu bitewnych zmagań, ścierania chaosu z porządkiem, bieli padającego śniegu z rozbryzgiwaną krwią. Chaos, przypadek, poświęcenie, plus prostolinijna żołnierskość zmiksowały się tu w niezwykły, przekonujący sposób, dając jedną z najlepszych, komiksowych wojennych opowieści. Ale to przecież wciąż początki, historia ciągle się rozkręca, a rodzina Carlyle na pewno ma nam jeszcze dużo do zaoferowania. A po cliffhangerze z ostatniej strony „Trucizny”, znowu ciężko będzie czekać na kolejny tom tej znakomitej serii.

04.07.2006 Gdansk , Festiwal Gwiazd N/z Andrzej Wajda 
fot. Lukasz Ostalski/REPORTER
Poprzedni

Andrzej Wajda - krótkie pożegnanie Mistrza

ostatnia-rodzina-plakat
Następny

Ostatnia rodzina - arcydzieło ze skrawków codzienności [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz