KOMIKS 

Locke & Key #3: Korona Cieni – rasowy horror paranaormalny [recenzja]

Seria „Locke & Key” doszła właśnie do półmetka i trzeba przyznać, że im głębiej w las tym coraz ciekawiej i groźniej się robi. „Korona Cieni” zwraca się już ku rasowemu paranormalnemu horrorowi i tylko potwierdza, że nagroda Eisnera i dwie British Fantasy Award zostały przyznane słusznie.

Joe Hill traktuje pisanie „Locke & Key” jak trening wspinaczkowy, a na każdym kolejnym szczeblu swojej opowieści korzysta z zupełnie innych gatunkowych elementów. Na pierwszym etapie mieliśmy do czynienia z psychodramatem wyposażonym w odrobinę nadnaturalności. Dalej zetknęliśmy się z pulpową swobodą i lekką grozą, a teraz otrzymujemy klasyczny horror z cyklu ghost story. Jednak ta gatunkowa żonglerka spełnia rolę kotary, za którą kryje się bardzo osobista i kameralna historia o rodzinnych tajemnicach i dramatach. W „Kornie cieni” opowieść jeszcze bardziej sie zagęszcza, a to nie tylko ze względu na kolejne poczynania Dodge’a, który za pomocą magicznych kluczy uprzykrza życie rodzinie Locke’ów chcąc zdobyć ten jeden upragniony o nazwie Omega. Relacje między postaciami nabierają rozpędu i zaczynają przypominać ostrze brzytwy, o które nie trudno się zranić. Pośród ciągłych kłótni i wzajemnych pretensji, gdzieś na uboczu kiełkują też inne, delikatne uczucia, które mogą, ale nie muszą poddać się ogólnej fatalistycznej atmosferze.

Gatunkowa żonglerka spełnia rolę kotary, za którą kryje się bardzo osobista i kameralna historia o rodzinnych tajemnicach i dramatach.

Ogromną zaletą „Locke & Key” są przede wszystkim świetnie rozpisani bohaterowie, naturalni, wciąż rozwijający się i absorbujący uwagę. Hill umiejętność do ich kreślenia odziedziczył po sławnym ojcu, Stephenie Kingu, podobnie zresztą jak do prezentowania małych miasteczek z całą ich specyficzną aurą. Ale to nie wszystko, bo i przecież fantastyka gra tutaj pierwsze skrzypce, a pomysły, którymi jak z rękawa rzuca Hill są świeże i ujmujące.

Rysunki Gabriela Rodrigueza stoją w rozkroku pomiędzy lekką karykaturą i groteską, a szczegółowym realizmem, który wyraża się przede wszystkim na drugim planie – budowle, pomieszczenia, konstrukcje i przyroda odwzorowane są wręcz z fotograficzną dokładnością. Spotkałem się z zarzutami, że ten styl zupełnie nie pasuje do mrocznej opowieści Hilla, sam jednak uważam, że bez niego seria nie byłaby tak charakterystyczna i osobliwa, i zapewne zgubiłaby się pomiędzy wieloma innymi tytułami grozy.

„Locke & Key” to obecnie jedna z najciekawszych serii wydawanych na polskim rynku, a także samonapędzająca się już franczyza dokonująca ekspansji na inne media. Jest już karcianka; z serialem co prawda nie wyszło, ale Universal planuje kinową trylogię, a pod koniec roku w USA ukażą się słuchowiska na wzór tych od Sound Tropez. Nim ten szał dotrze do nas, warto najpierw sięgnąć po znakomity komiksowy pierwowzór.

Warner Bros
Poprzedni

Magic Mike XXL - rozmiar ma znacznie [recenzja]

Fot. Kaja Malanowska
Następny

Szanowna Pani Minister Omilanowska [książka]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz