KOMIKS 

Magia & Miecz – wizualna uczta w wykonaniu Toppiego [recenzja]

Sergio Toppi to na polskim rynku komiksowym artysta niemal nieobecny. Album „Magia & Miecz” od Wydawnictwa Znakomitego wypełnia ów brak, dodatkowo zapewniając czytelnikowi momenty estetycznego zachwytu.
Twórczość Toppiego mocno odstaje od oferty naszego rynku komiksowego, ale dla wielbicieli wybitnie indywidualnych, zapadających w pamięć intrygujących rysunków, najnowsza publikacja Wydawnictwa Komiksowego to absolutne „must have”.

Dotychczas ukazały się u nas dwa albumy włoskiego artysty. Jednym była biografia Jana Pawła II, która jednak nie oddawała skali talentu artysty. Drugi komiks wydał kilka lat temu Egmont i to już był Toppi właściwy – baśniowe „Opowieści Szeherezady” olśniewały swą formą. O dziwo, ta druga publikacja sprzedawała się dosyć długo, widocznie dla polskich czytelników sposób opowiadania i styl artysty okazał się zbyt wysublimowany. Rzeczywiście, twórczość Toppiego mocno odstaje od oferty naszego rynku komiksowego, ale dla wielbicieli wybitnie indywidualnych, zapadających w pamięć intrygujących rysunków, najnowsza publikacja Wydawnictwa Komiksowego to absolutne „must have”. Można nawet pogodzić się z faktem, że w celach popularyzacji włoskiego artysty, album otrzymał u nas trochę nieadekwatny do zawartości tytuł, czyli budzące skojarzenie z gatunkiem przygodowego fantasy – „Magia & Miecz”.

Oryginalny tytuł brzmiał „Mietzko”, czyli jeśli to spolszczymy wyjdzie nam „Miećko” (imię bohatera jednej z historii), a zatem nie ulega wątpliwości, że ten wymyślony na potrzeby polskiej publikacji, brzmi atrakcyjniej. „Magia” owszem, jest niezwykle istotna dla zawartości poszczególnych opowieści, ale już „miecz” dodano trochę na wyrost. Nie sposób się nie zgodzić, że wojna jest tu niezwykle istotna, ale po lekturze zostają w pamięci bardziej zmechanizowane formy zadawania śmierci, jak potężne działo, czy zrzucające bomby samoloty. To właśnie ich zestawienie z magicznymi zjawiskami jest siłą krótkich historii Toppiego. Zwłaszcza trzy pierwsze opowieści, wraz ze wspomnianym wyżej „Miećko”, rozpoczynającą komiks hagiografią naszego Jana III Sobieskiego i historyjką o tajemniczym generale, tworzą wzajemnie uzupełniający się pejzaż, w którym stopniowo zaczynają przeważać symboliczno-fantastyczne elementy. Dlatego też czwarta i następne partie komiksu wytrącają czytelnika z precyzyjnie tkanego przez artystę nastroju wojennych niesamowitości. Nie znaczy to, że następne historie są słabsze, po prostu różnią się treścią i charakterem, a nawet zdarza im się mieć spory ładunek (czasami też makabrycznego) humoru i z pewnością są dowodem na wszechstronność artysty.

Przede wszystkim jednak, tym co najbardziej doświadcza czytelnika podczas lektury „Magii & Miecza”, są rysunki artysty. To w większości czarno-białe ilustracje, ale dostajemy również kolorowe próbki, w postaci okładki oraz poprzedzających i kończących rozdziały, surrealistycznych z ducha obrazków. I te kolorowe, i te czarno-białe mogą spokojnie funkcjonować indywidualnie, jako materiał dla prestiżowej galerii, czasami nawet chciałoby się, żeby ze stron komiksu zniknęły uzupełniające rysunki dymki z treścią, bo miejscami zakłócają estetyczną przyjemność płynącą z oglądania albumu. Czarno-białe rysunki kojarzą się z dawnymi drzeworytami, trochę też z pracami Andreasa, ale wydają się mieć lżejszy charakter niż rysunki twórcy „Rorka”, w których daje się silnie odczuć nakład czasu i pracy w nie włożony. Toppi stosuje technikę nakładania mnogości kresek piórkiem kreślarskim, ale jego styl, też przecież momentami misterny, różni się jednak od Andreasa, dając swobodniejsze, miejscami uproszczone kompozycje, zresztą zgodne z poetyką wybranych opowieści. Szczególnie urzeka i bawi ostatnia z nich, opowiadająca o marzycielskich perypetiach pewnego biurowego pracownika. Spotkamy w niej mechanicznego wierzchowca, smoka i piękną, nagą kobietę – czyli czytelną metaforę męskich, złudnych ambicji, która kończy się polowaniem na bezbronne jaszczurki, mającym być sposobem na zaspokojenie żądz głównego bohatera. Czyli poprzez słynne, historyczne postacie, poprzez wojny i magię, dochodzimy do prostej i żałośnie śmiesznej prawdy o życiu. Oto Toppi w pigułce – koniecznie trzeba ją zażyć.

warcraft-poczatek
Poprzedni

Warcraft: Początek - honorowa porażka [recenzja]

Tarantino Pulp Covers DB
Następny

Gdyby Quentin Tarantino pisał książki [galeria]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz