KOMIKS 

Marvel Knights Spider-Man #2: Jadowity [recenzja]

Wielka Kolekcja Komiksów Marvela wraca do Marka Millara i jego „Marvel Knights Spider-Man”. W poprzednim tomie Peter rozpoczął śledztwo w sprawie porwania Cioci May. Odpaliło to lawinę wydarzeń, która przeciągnęła Pająka przez pół Nowego Jorku, a skończyła się w… szpitalu. Historia miała swoje momenty, ale jakość chwilami spadała. Jak jest tym razem?

Sieć intryg wokół Spider-Mana zaczyna się zacieśniać. Bohater zaczyna wariować z niemożności odnalezienia ukochanej ciotki. Na szachownicę wkraczają kolejne pionki, jak doktor Octopus czy nowy Venom. Tak tak, to właśnie w komiksach Millara symbiot rozwiódł się z Eddiem Brockiem i zaczął ze smutku zmieniać nosicieli jak rękawiczki. Starciu z nowym gospodarzem pasożyta poświęcono drugą część komiksu – i wierzcie mi, trzyma w napięciu. Z jednej strony całość była świetnym zabiegiem fabularnym, odświeżyła wizerunek klasycznego przeciwnika. Z drugiej – wielka szkoda postaci, jaką kreował duet Venom & Brock. Szkoda ich obsesji na punkcie Spider-mana oraz pokręconego kodeksu moralnego, którym złoczyńca się kierował.

Kolejni przebierańcy to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Redaktor Daily Bugle, J. Jonah Jameson, wyznaczył siedmiocyfrową nagrodę za odkrycie tożsamości bohatera. Jakby mało było furiatów próbujących dobrać się do największego sekretu Spider-mana, to jeszcze rodzinę Parkerów dopada najokrutniejszy z wrogów. Szara rzeczywiśtość. Peter i MJ toną w długach.

W taką sytuację wrzuca swoich bohaterów Millar. Dzieje się mnóstwo rzeczy, ale tym razem scenarzysta panuje nad wszystkim koncertowo. „Jadowity” trzyma perfekcyjne tempo, kiedy trzeba przyspiesza w klasycznych demolkach, buduje refleksyjny nastrój podczas spokojniejszych scen i wiedzie do efektownej kulminacji w postaci starcia z Venomem. Dużo lepiej operuje psychologią i emocjami postaci, dzięki czemu ich działania zyskują na głębi i znaczeniu. Bohaterowie drugiego planu wreszcie spełniają swoją rolę. Weźmy taką Mary Jane – zamiast damy w opałach dostaliśmy zaradną kobietę potrafiącą zachować zimą krew, kiedy wszystko się wali (okej, Straczynski wciąż pokazuje to lepiej, ale chwała Millarowi, że próbował uderzać w podobne tony).

Dialogi, humor i gorzkie spostrzeżenia współgrają w tym tomie dużo lepiej i tworzą nastrój zaszczucia, desperacji, balansowania na krawędzi załamania. Świetnie pokazują też, że Pająk, mimo docierania do kresu sił, próbuje sobie jakoś radzić z rosnącymi przeciwnościami.

Wypada więc potraktować poprzednią część, „Śmiertelną trwogę”, jako rozbiegówkę, wprawkę, podczas której Millar docierał się z bohaterem. Wszystko gra, tańczy i śpiewa, a warstwa obyczajowa bardzo zgrabnie współbrzmi z dynamiczną akcją.

Na odbiór komiksu wpływają też lepsze rysunki. Zarówno Dodson z poprzedniego tomu, jak i nowy nabytek w pajęczej drużynie, Frank Cho, kreślą spektakularne kadry rozróby oraz bardzo przyjemne kameralne sceny „z życia”. Już nie wspomnę o tym, jak przyjemnie patrzy się w tej odsłonie na Mary Jane czy Black Cat. Nowy Venom też budzi respekt – choć wbrew wrażeniu, jakim dzieli się z czytelnikami Spider – nie wygląda na większego czy groźniejszego niż stary, dobry Eddie.

Wciąż jednak nie poznajemy odpowiedzi na najważniejsze pytania. Wciąż krzywo patrzę na podzielenie komiksu w ten sposób, ale gdybym wystawił niższą notę, skrzywdziłbym kawał dobrej historii.

Channel 4
Poprzedni

Humans [serial] [sci-fi]

Media Rodzina
Następny

Zupełnie niespodziewane zniknięcie Atticusa Craftsmana

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz