KOMIKS 

Monster Musume #1 – Legendy, cycki i zero fabuły [recenzja] [manga]

Rodzimy rynek mangi ma się znacznie lepiej od rodzimego rynku komiksu, a świadczy o tym nie tylko ogromna ilość wydawców i comiesięcznych nowości, ale też dobór tytułów, które z roku na rok zdają się być coraz dziwaczniejsze. Przykładem niech będzie “Monster Musume” – lekki erotyk z potworami w roli głównej.

Jeśli macie niespełnione fantazje o posiadaniu własnego haremu złożonego z seksownych potworzyc to właśnie znaleźliście dla siebie komiks idealny.

Rząd Japonii po latach ukrywania faktów zdecydował się ujawnić istnienie mitycznych istot zwanym Legendariae i doprowadzić do międzygatunkowej wymiany kulturowej między nimi a ludzkością. Tak powstaje program działający na zasadzie studenckiej wymiany, ale zamiast uczęszczać na wyższe uczelnie, hybrydy ludzi i zwierząt zamieszkują u swoich opiekunów chłonąc zwyczaje oraz codzienność zwykłych szarych mieszczuchów. Bohaterem opowieści jest Kimihito Kurusu, młody chłopak i jednocześnie prawiczek, co jest bardzo ważne dla fabuły, który pod opiekę przyjmuje Lamię – pół kobietę, pół węża. Dość powiedzieć, że istotka ta jest atrakcyjna (przynajmniej od pasa w górę), ale i niezwykle napalona, oddana i ufna. Wydawałoby się, że jest spełnieniem marzeń każdego faceta, ale nie Kurusu, gdyż surowe prawo kategorycznie zabrania międzygatunkowych zbliżeń. Nieustanne napięcie seksualne to jednak nie jedyny kłopot chłopaka. W wyniku niefortunnych splotów pod jego dach wprowadza się też lolitka harpia oraz twarda, ale równie oddana centaurzyca. Stres sięga zenitu, gdy dziewczyny zaczynają konkurować o jego względy.

Jak wspomniałem “Monster Musume” to dziwna manga. Jej pierwszy tom (podobnie jak i następne) przez dwa tygodnie okupował mangową listę bestsellerów New York Timesa na pierwszym miejscu, a w 2014 r. łączny nakład serii przekroczył milion egzemplarzy. Niby nic w tym zaskakującego, gdyby nie fakt, że tytuł ten kompletnie pozbawiony jest fabuły.

Seria artysty ukrywającego się pod pseudonimem Okayado to w zasadzie ciąg niedwuznacznych scen, w których główne role odgrywają bielizna, cycki (chyba najładniej narysowany element w całym komiksie), odpowiednio wyeksponowane wzgórki łonowe oraz permanentne zakłopotanie i zdziwienie bohatera (co ciekawe w całym prawie dwustu stronicowym albumiku tylko kilka razy można się przekonać jak naprawdę wyglądają jego rysy twarzy). Autor niby od czasu do czasu próbuje zasygnalizować jakieś tło społeczne, reakcje ludu na dziwacznych przybyszy, rasizm, itp, ale tym co najbardziej go interesuje to bardzo bliskie relacje między gatunkami i prowokowanie erotycznych sytuacji. Reszta jest tylko pretekstem.

Dla kogo więc przeznaczona jest ta manga? Sądząc po listach sprzedaży, nastoletnich amatorów ładnych piersi, monster girl i niewyszukanej fabuły absolutnie nie brakuje. Jeśli macie niespełnione fantazje o posiadaniu własnego haremu złożonego z seksownych potworzyc to właśnie znaleźliście dla siebie komiks idealny.

Universal Pictures
Poprzedni

Straight Outta Compton – najniebezpieczniejszy film świata?

Fox Games
Następny

Sztuka wojny - gra Idealna dla strategów [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

1 Comment

  1. 2015-08-11 at 13:32 — Odpowiedz

    I watch it for the plot!

Dodaj komentarz