KOMIKS 

Mroczna Wieża: Siostrzyczki z Elurii – w szponach pielęgniarek śmierci [recenzja]

Wydawnictwo Albatros powoli, ale sukcesywnie wydaje kolejne odcinki komiksowej „Mrocznej Wieży”. Jeśli ktoś jest fanem książkowego cyklu Kinga i nie zna jego obrazkowej wersji, warto się nią zainteresować, ponieważ znacznie rozbudowuje naszą wiedzę o Świecie Pośrednim. Choć w przypadku „Siostrzyczek z Elurii” nie ma żadnych niespodzianek – dostajemy historię, którą doskonale znamy z wersji książkowej.

Wersja komiksowa „Siostrzyczek z Elurii” mocno podkreśla mroczny charakter kingowskiego opowiadania, przede wszystkim znakomicie portretując jego przerażające, tytułowe bohaterki.

Opowiadanie „Siostrzyczki z Elurii” pisane były przez Kinga gdzieś między „Czarnoksiężnikiem i Kryształem” i „Wilkami z Calla”. Tekst tworzony był pierwotnie do antologii Roberta Silverberga „Legendy”. W tym roku Wydawnictwo Albatros zrobiło fajny ruch – mianowicie dołączyło opowiadanie do „Rolanda”, czyli nowego wydania pierwszego tomu „Mrocznej Wieży”. Słuszna decyzja, bo wreszcie mamy ten tekst tam, gdzie jego właściwe  miejsce, obok innych historii ze Świata Pośredniego. „Siostrzyczki z Elurii” rozgrywają się jakiś czas  po znanej dobrze z komiksów, a jedynie wspominanej w książkach bitwie pod Jericho Hill, w wyniku której Roland stracił wszystkich przyjaciół i jednocześnie znalazł cel, który napędzał go w dalszych latach tułaczego życia. Głównym pragnieniem Rolanda było oczywiście dotarcie do Mrocznej Wieży, ale najpierw musiał dopaść uciekającego przed nim człowieka w czerni, przez którego w dużej mierze upadło niegdyś Gilead. W „Siostrzyczkach z Elurii” Roland jest tak naprawdę na początku samotnej drogi, wciąż młody, ale smutek u czytelnika potrafi wywołać już pierwsza plansza komiksu, na której widzimy rewolwerowca ze spuszczoną głową, jadącego na koniu wśród mało przyjaznego krajobrazu. Za chwilę wjedzie do równie samotnego jak on miasteczka, na którego uliczkach hula wiatr, w korycie leży obwąchiwany przez bezpańskiego psa trup, a to i tak najmniejsze z niespodzianek, jakie w wyludnionej Elurii czekają na Rolanda.

Pewnie niektórzy zapytają, po co w ogóle komiksowa wersja kingowskiego cyklu. Kiedy kilka lat temu Marvel podjął się wydawania komiksowej „Mrocznej Wieży”, było to trochę bardziej doprecyzowane. Twórcy zamierzali przedstawić pełną wersję historii, która została jedynie zarysowana przez Rolanda w „Czarnoksiężniku i Krysztale”. Czyli to, co działo się między ucieczką młodych rewolwerowców z Mejis, a wielką bitwą, która na zawsze miała zmienić losy głównego bohatera i całego świata. Tak też się stało, dostaliśmy w komiksie pełną wersję tych mało znanych wydarzeń. Po zakończeniu tego cyklu, będącego jedynie fragmentem kingowskiej sagi okazało się, że wciąż są chętni do kontynuowania tej podróży w wersji komiksowej. Obecnie nasz rodak, Piotr Kowalski tworzy rysunki do „Powołania trójki”, chronologicznie drugiej części cyklu Kinga. Jak na razie polscy czytelnicy, po albumie „Bitwa o Jericho Hill” otrzymali nieco zaskakujący  „Początek podróży” i jak wyżej wspomniałem, nie obfitujące w fabularne niespodzianki, bo będące wierną adaptacją książkowego tekstu mistrza horroru – „Siostrzyczki z Elurii”.

Nie na darmo przywołuję tu określenie „mistrz horroru”. W „Mrocznej Wieży” King jest nim na pewno w znacznie mniejszym stopniu. Ów cykl jest bowiem mieszaniną postapo, fantasy i westernu i choć elementy grozy występują w nim dosyć licznie, to nie są motywem przewodnim sagi. Inaczej ma się sprawa z „Siostrzyczkami z Elurii”. Wersja komiksowa mocno podkreśla mroczny charakter kingowskiego opowiadania, przede wszystkim znakomicie portretując jego przerażające, tytułowe bohaterki i sytuując Rolanda bardziej w roli ofiary, niż radzącego sobie z każdym zagrożeniem rewolwerowca. Roland najpierw w miasteczku przegrywa walkę z przytłaczającą liczbą mutantów, zaś potem trafia w ręce przerażających siostrzyczek. Przez większość komiksu jest tak naprawdę unieruchomionym i biernym świadkiem wydarzeń. Torturowany psychicznie, może jedynie bezradnie obserwować to, co pielęgniarki śmierci wyrabiają z innymi, podobnie jak on uwięzionymi nieszczęśnikami. I mimo, że „Siostrzyczki z Elurii” nie wnoszą nic nowego do fabuły cyklu, mają jedną, wielce istotna dla mnie zaletę – jest to najbardziej satysfakcjonująca graficznie część komiksowej „Mrocznej Wieży”.

„Początek podróży” pod tym względem niestety rozczarowywał. Wcześniejszy, zamknięty cykl, rysowany w większości przez znakomitego Jae Lee, po prostu nie współgrał z moimi wyobrażeniami na temat graficznego przedstawienia Świata Pośredniego. Ilustracje Lee nadawały sie w moim mniemaniu bardziej na okładki serii, a nie na w gruncie rzeczy przygodową z ducha historię. Zamiast rysować bohaterów, artysta tworzył od razu ich pomniki. Na szczęście, w „Siostrzyczkach z Elurii” mamy świetne wyważanie między monumentalizmem i rysunkową umownością, które stosował Lee, a niezwykle potrzebną w graficznej wersji „Mrocznej Wieży” warstwą przygodową. Jest wreszcie więcej detali w tle, więcej dynamiki, no i prawdziwie przerażające wizerunki tytułowych siostrzyczek. I jeśli mogę mieć pewne zastrzeżenie co do warstwy fabularnej, to jednak wreszcie dostałem to, na co długo czekałem czytając kolejne tomy komiksowego cyklu. Świat Pośredni i przygody Rolanda w wykonaniu Luke Rossa wyglądają tak, jak na to od dawna zasługiwały. Co cieszy mnie nie tylko jako wielbiciela kingowskiego cyklu, ale także jako fana obrazkowych historii.

Star Wars Cosplay Dzika banda 47
Poprzedni

Najlepszy cosplay (VIII) - Star Wars cz.1 [galeria]

Gris Grimly Star Wars dzika Banda 05
Następny

Star Wars w interpretacji Grisa Grimly'ego [galeria]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

1 Comment

  1. 2015-10-11 at 12:36 — Odpowiedz

    Zdecydowany MUST READ wśród książek Kinga. Z resztą cała seria jest rewelacyjna.

Dodaj komentarz