KOMIKS 

Mushishi #1 [recenzja]

Miłośnicy twórczości Jonathana Carrolla i wykorzystywanego przez niego realizmu magicznego wreszcie otrzymali komiks jakby pisany specjalnie dla nich. „Mushishi” Urushibary rozgrywa się na granicy dwóch światów: rzeczywistego i eterycznego, i opisuje zależności między nimi.

Historia toczy się wokół wszechobecnych bytów zwanych Mushi, które przejawiają nadnaturalne zdolności. W alternatywnym świecie pomiędzy erami Edo i Meiji oprócz zwyczajowej fauny i flory żyją też właśnie Mushi – najbardziej prymitywne, ale też niebezpieczne organizmy, które ze względu na swą ulotną naturę są niewidoczne dla większości ludzi. Tylko nieliczni są w stanie je zobaczyć i wejść z nimi w interakcję. Do tej grupy należy Ginko będący badaczem tych stworzeń, tytułowym Mushishi, który wędruje od wioski do wioski i udziela pomocy cierpiącym na dolegliwości związane z ich magiczną obecnością.

Seria, składająca się łącznie z dziesięciu tomów, przybrała formę antologii. W każdym tomie otrzymamy po kilka krótkich historyjek, których jedynym łącznikiem jest podróżujący Ginko. Nie znajdziemy tu żadnego wątku przewodniego, z porozrzucanymi tu i ówdzie tropami, ani konkretnego celu, do którego zmierza fabuła. Nie należy tego jednak brać za wadę, bo formuła krótkich, zamkniętych i samodzielnych opowieści sprawdza się tu równie dobrze co w „Detektywie Jeżu”, a i czasem ładunek emocjonalny jest podobny.

Pierwszy albumik zawiera pięć historii. Każda opowiadana jest powolnym, leniwym rytmem, w każdej, od spektakularnych i dynamicznych zwrotów akcji, ważniejsze są spokój, zaduma, eksploracja. Nie oznacza to jednak, że brakuje mocnych scen. Takie jak w „Poduchowej pierzynce” gdzie ciało stapia się w błoto, albo w moim ulubionym „Promieniu powieki”, gdzie ukazano wygnanie mushi z ludzkiego nosiciela, potrafią zaskoczyć i zrobić wrażenie. „Mushishi” ze względu na konstrukcję można też śmiało porównać do „Sandmana” – tytułowy bohater w każdej opowieści  odgrywa role raczej drugoplanowe, staje się jedynie katalizatorem wydarzeń, a fabuła bardziej skupia się na spotykanych przez niego ludziach i ich niezwyczajnych problemach z nadnaturalnymi żyjątkami.

Graficznie Urushibara nie wyróżnia się specjalnie na tle kolegów po fachu, ale jej przejrzysty, czytelny styl o delikatnej kresce bardziej ciąży ku realizmowi niż typowej mangowej deformacji i umowności. Ta lekkość w kreśleniu postaci i przyrody świetnie wpisuje się w eteryczną atmosferę komiksu, dzięki czemu jest to jeden z ciekawszych tytułów na naszym rynku o zabarwieniu fantastycznym.

materiały prasowe
Poprzedni

100 najlepszych popowych piosenek #50-41

Warner Bros
Następny

San Andreas

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz