KOMIKS 

Nemo #2: Berlińskie róże – zabawy popkulturą ciąg dalszy [recenzja]

Alan Moore nie traci rezonu i dostarcza kolejne znakomite dzieło będące esencją postmodernizmu.

Siłą „Ligi Niezwykłych Dżentelmenów” nigdy nie były skomplikowane i wielowarstwowe fabuły na poziomie „Strażników”. Kluczem do sukcesu serii okazała się niczym nieograniczona zabawa retro popkulturą i sieć intertekstualnych powiązań, wpływów oraz zależności. Wykreowane przez Moore’a uniwersum zlepione z fragmentów dzieł pisarzy horrorów, science fiction, pulpy, weird tales, itp., doczekało się serii pobocznej, której główną bohaterką jest Janni Dakkar, córka niesławnego kapitana Nemo, twórcy bojowego okrętu podwodnego, Nautilus.

„Berlińskie róże” to druga część trylogii stanowiącej migawki z życia Janni i podobnie jak „Serce z lodu” są prostą ale solidną przygodówką o sensacyjnym zabarwieniu. Obecna kapitan Nemo, wraz z mężem Jackiem Strzałą wyrusza do Berlina celem odbicia córki i jej męża z rąk porywaczy, którymi okazują się przywódcy niemieckiej Rzeszy. Ich wizyta w futurystycznym molochu doprowadza do serii mniejszych i większych starć zbrojnych demolujących miasto. Moore serwuje niewyszukaną opowieść o zemście, w której ogranicza ilość subtelnych erudycyjnych popisów na rzecz bardziej dosłownych cytatów, tym razem z popkultury niemieckiej, głównie filmowej. I tak w jednej fabule spotykają się doktor Caligari z filmu Roberta Wiene, doktor Mabuse z kryminalnego cyklu Fritza Langa, C.A. Rotwang i android Maria z „Metropolis” czy Adenoid Hynkel ze słynnego „Dyktatora” Charlie Chaplina, który niewybrednie nabijał się z Adolfa Hitlera i idei faszyzmu. To oczywiście nie wszystko, bo i są jeszcze nawiązania do Orwella, Verne’a i innych.

Moore z ogromną wprawą i lekkością dopasowuje do siebie poszczególne elementy układanki, tworząc zadziwiająco spójne i unikatowe uniwersum (również w przypadku „Berlińskich róż” przyda się znajomość „Czarnych akt”), a przy tym dzieło niezwykle rozrywkowe. Z kolei Kevin O’Neill jak zwykle wspina się na szczyt graficznych umiejętności kreśląc zapierające dech i jednocześnie przytłaczające panoramy berlińskiego Metropolis, zawstydzając przy okazji absolwentów architektury w kwestii designu niezwykłych maszyn, budowli i urządzeń. Choć „Nemo” ustępuje pola samej „Lidze…” nie można odmówić mu uroku i ogromnej kreatywności.

Czarna Owca
Poprzedni

Sędzia - w układzie zamkniętym [recenzja]

Wakaliwood
Następny

Afrykańscy "Niezniszczalni", czyli Wakaliwood atakuje!

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz