KOMIKS 

Nemo #3: Rzeka duchów – dziewczęta z Brazylii [recenzja]

“Rzeka bogów” to już ostatni akt opowieści o Janni Dakkar, córce słynnego kapitana Nemo. Choć forma Alana Moore w tym albumie nieco spadła, to wciąż daje on pokaz niezwykłych umiejętności z przetwórstwa popkultury.

Trylogia “Nemo”, będąca spin-offem “Ligi Niezwykłych Dżentelmenów”, nie należy do najgłośniejszych dzieł czarodzieja z Northampton. Fabuła we wszystkich tomach jest tylko pretekstem do zabawy w łączenie odległych od siebie gatunkowo i stylistycznie popkulturowych tworów. Ale na tym właśnie polega cały jej urok.

Tym razem Moore zabiera nas do Ameryki Południowej na wycieczkę będącą jednocześnie ostatnią przygodą córki kapitana Nemo. Janni ma podstawy aby sądzić, że jej nemezis, władczyni krainy Kor, Aisza, żyje. Ponownie zbiera więc załogę i wyrusza w głąb amazońskiej dżungli aby raz jeszcze pomścić śmierć męża. Mimo sędziwego wieku, Janni wciąż pozostaje niezwykle wymagającym przeciwnikiem o bystrym umyśle i nie bez powodu nazywana jest najgroźniejszą babcią na świecie.

Moore serwuje prostą, sensacyjną akcję pełną bijatyk, bitew i zwrotów akcji, ale mało ważne czemu to robi. Ważne jak to robi. Tym razem scenarzysta za fundament opowieści wybrał “Chłopców z Brazylii” Iry Levina i ponownie z gracją wykorzystał znaną historię do swoich celów. W albumie wciąż brzmią echa “Metropolis” Langa, które to posłużyło autorowi w “Berlińskich różach”, ale pojawiają się też pięknie wplecione nawiązania do “Zaginionego świata” czy “Potwora z Czarnej Laguny”, a to tylko te najbardziej widoczne odwołania. Znamienne jest też to jak Moore poprzez jeden drobny element ukryty gdzieś w tle potrafi zmienić wymowę całej sceny. “Rzeka duchów”, jak zresztą całą seria o “Lidze Niezwykłych Dżentelmenów”, jest więc lekturą bardziej do uważnego śledzenia i wyłapywania drobnych smaczków niż rozgryzania fabularnych zawiłości, których przecież tutaj wcale nie ma.

W formie jak zwykle jest Kevin O’Neill, który z cierpliwością godną mnicha rozrysowuje kolejne plansze. A ma co robić, bo co kilka stron co rusz zmienia się sceneria wymagająca innego podejścia. Rysownik świetnie sprawdza się zarówno w scenach dynamicznych jak i nastrojowych i raczej nie ma żadnego wyzwania, któremu by nie sprostał. Gdyby nie jego talent “Nemo” straciłby mnóstwo uroku.

Armada
Poprzedni

Armada - sekretna historia popkultury [recenzja]

Pulp Fiction soundtrack
Następny

10 doskonałych ścieżek dźwiękowych

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz