KOMIKS 

Nowa Granica – superherbohaterowie w wersji retro [recenzja]

„Nowa Granica” to jaskrawa historia początków superbohaterów Srebrnej Ery komiksu wpleciona w szarości historii USA lat 50. i 60. XX w.

Darwyn Cooke to jeden z najbardziej utalentowanych twórców komiksu, o czym możemy się ostatnio coraz częściej przekonywać. Jego „Gwardziści” to najlepsza odsłona „Strażników: Początku”, czyli prequela do przełomowego dzieła Alana Moore’a, a seria „Parker” pozostaje niedoścignionym wzorem komiksowego kryminału hardboiled, którym zachwycają się nie tylko miłośnicy narracji obrazkowej. Z kolei „Nowa Granica” to intrygujące spojrzenie na superbohaterów DC Comics, mogące spodobać się przede wszystkim tym, którzy nie gustują w opowieściach o bohaterach w trykotach.

Po pierwsze Cooke nie opowiada kolejnej wersji genezy znanych postaci, a wykorzystuje te oryginalne, które umiejętnie wplata w powojenne losy Stanów Zjednoczonych. Trzyma się przy tym komiksowej chronologii (Superman i Batman pojawili się przed wojną, a np. Flash w 1956 r.) i historycznych faktów, które doskonale dopasowuje do realiów fantastycznych (np. nagonka senatora McCarthy’ego jako przyczyna rozwiązania Amerykańskiego Stowarzyszenia Sprawiedliwości). Bardzo ciekawie wypada więc zestawienie naiwnych w swoich poglądach bohaterów z mroczną rzeczywistością USA gdzie dominowały rasizm, polityczny ucisk, obawa przed nuklearną wojną i komunistycznym wywiadem. Pod tym względem „Nowej Granicy” bardzo blisko do „Strażników” Moore’a, z tym że Cooke nie dekonstruuje gatunku, a wraca do jego uroczych korzeni. Po drugie zatem, autor garściami czerpie z pulpowej estetyki, wzorując się na pracach m.in. Jacka Kirby’ego, Franka Frazetty czy Alexa Totha, komiksowych antologiach wojennych i science fiction. Wszyscy mężczyźni to kwadratoszczęcy przystojniacy, a kobiety pin-upowe piękności, nie brakuje też dinozaurów, brawurowych lotników czy latających spodków oraz wiernego odwzorowania realiów tamtych lat: od zegarków, przez typografię, po automobile.

„Nowa Granica” jest więc kroniką dziejów USA wzbogaconą o superbohaterski pierwiastek, przy czym nie ogranicza się ona do kolejnego starcia herosa ze złoczyńcą (główne role w opowieści odgrywają jednak zwykli acz wyraziści ludzie), a jest raczej próbą analizy niepokojów i oczekiwań na ideowe przemiany. Zupełnie przy okazji dostajemy też list miłosny do Srebrnej Ery komiksu w postaci doskonale skonstruowanego melodramatu w estetyce retro science fiction.

Tekst ukazał się w miesięczniku Nowa Fantastyka 2/2016
MAG
Poprzedni

Skrzydła ognia #1. Smocze proroctwo - bezlitosne walki smoków... dla dzieci [recenzja]

Trainspotting
Następny

Trainspotting – podróż do krainy obłędu

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz