KOMIKS 

Oczy kota – drugie dno opowieści [recenzja]

Zeszły rok, głównie za sprawą wydawnictwa Scream Comics przyniósł na naszym rynku renesans twórczości Alexandro Jodorowsky’ego. Wśród wydanych tytułów wyróżnia się także ten opublikowany przez Bum Projekt, w którym scenariusz artysty na pierwszy rzut oka zepchnięty jest na drugi plan przez wyśmienite rysunki Moebiusa.
Słynący z obrazoburczych scenariuszy i nieskrępowanej wyobraźni Jodorowsky udowadnia w „Oczach kota”, że równie dobrze sprawdza się jako oszczędny w słowach artysta, potrafiący dopisać do tej historii fantastyczny background, który daje wielkie pole do popisu rysownikowi.

Prześledzenie fabuły „Oczu kota” zajmuje może góra pięć minut. To bowiem bardziej artbook, którego okoliczności powstania szalenie ciekawie opisuje we wstępie do albumu sam Jodorowsky. W pierwszej warstwie, to typowa dla obu twórców historia z nieoczekiwaną puentą, umieszczona w fantastycznych realiach tajemniczego miasta albo z odległej przyszłości, albo z innej planety. Na kilkudziesięciu planszach śledzimy poczynania, czy raczej długie oczekiwanie intrygującej postaci, która wysyła drapieżnego ptaka z misją mającą ściśle określony cel. Fascynujący jest tu już sam układ plansz – po lewej stronie mamy niemal niezmienny rysunek z prezentowanym od tyłu bohaterem stojącym przy wysokim oknie, czasem z boku tego prostokąta pojawia się kilka słów tekstu. Po prawej stronie śledzimy główny przebieg historii, której szczegóły z planszy na plansze coraz silniej intrygują, aż do nieoczekiwanego finału.

Ów układ plansz i sposób prowadzenia narracji ma w sobie rodzaj hipnotycznej mocy. Słynący z obrazoburczych scenariuszy i nieskrępowanej wyobraźni Jodorowsky udowadnia tu, że równie dobrze sprawdza się jako oszczędny w słowach artysta potrafiący dopisać do tej historii fantastyczny background, który daje wielkie pole do popisu rysownikowi. Czuć tutaj oniryczny klimat ze słynnego, również opowiadanego w zasadzie samym obrazem „Arzacha” Moebiusa. To bowiem rodzaj historii, która bardziej niż zwyczajową, fantastyczną fabułę, przypomina koszmarny, wieloznaczny sen. A dzięki inwencji obu twórców ów komiksowy sen nie umknie nam jak ten codzienny, zaraz po otwarciu oczu. W ich dzieło możemy zagłębiać się kiedy tylko zechcemy i odkrywać zastanawiające szczegóły, które budują tło dla pierwszoplanowej opowieści.

Cóż to za miasto, co takiego się w nim wydarzyło? Widzimy przewrócony samochód, wystające zewsząd kable, rury, walające sie odpadki – widzimy rozpad. Trochę to przypomina technologiczny śmietnik, zaś samą architekturą miasto przywołuje skojarzenia z sanktuarium. Gdzie w ogóle są jego mieszkańcy (czy na jednym kadrze nie widać przypadkiem przez okno sylwetki siedzącej postaci?) I czymże jest ów promień światła padający z góry, który przywabia z zakamarków miasta czarnego kota? I wreszcie – kim jest ta tajemnicza postać, która najwyraźniej potrafi władać umysłem drapieżnego zwierzęcia? Co na koniec ów człowiek dostrzega przez wysokie okno swojego lokum? Oczywiście twórcy komiksu nie odpowiedzą nam na żadne z tych pytań, do tego ma posłużyć wyobraźnia czytelnika. Chyba stać nas to, prawda? A jeśli nie, to być może odpowiedź na te wszystkie pytania po prostu kiedyś nam się przyśni.

New West Records
Poprzedni

Blues And Ballads: A Folksinger's Songbook, Vol. 1 & 2. - bluesowa petarda [recenzja]

ENRIQUE ROMERO
Następny

Mikel Santiago: hiszpański Stephen King na pisarskiej emigracji [wywiad]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz