KOMIKS 

Okko: Cykl Wody – fantasy, horror, przygoda [recenzja]

Lubicie „Usagiego Yojimbo”? To powinniście polubić też „Okko” – mroczne fantasy osadzone w samurajskich klimatach.
Hub proponuje nam w pierwszej warstwie opowieści to, co doskonale znamy i lubimy, czyli grupkę charakterystycznych osobowości, związanych wspólnie jednym celem i próbujących przeciwdziałać zrządzeniom nieubłaganego losu.

Wydawnictwo Taurus Media po raz kolejny udowodniło, że ma nosa do dobrych tytułów. To dbanie o swoja ofertę przekłada się też na uznanie czytelników, którzy publikacjom Taurusa zazwyczaj wystawiają pochlebne opinie. „Okko” to trochę skok w nieznane – o artyście, ukrywającym się pod pseudonimem Hub raczej niewielu polskich czytelników słyszało. Tematykę „Okko” można także określić jako mocno wyeksploatowaną – samurajskich historii rozgrywanych w historyczno-magicznej, japońskiej scenerii było już przecież mnóstwo. A jednak w tym miejscu potrzebna jest poprawka – komiks Huba nie dzieje się w Japonii, choć cesarstwo Pajan, o którym dużo się mówi w fabule jest chyba dość czytelnym anagramem. A poza tym mamy tu roninów, sake, gejsze, a nawet  bojowe lalki Bunraku, czyli nawiązania nad wyraz czytelne. Przynajmniej pomysł z cesarstwem Pajan jest o tyle wdzięczny, że twórca nie będzie musiał trzymać się sztywno geografii i historii, oby tylko umiał te zmiany właściwie wykorzystać. Ale w zasadzie nie o to przecież w tej historii chodzi.

Okładka albumu w zestawieniu z tym co dostajemy w środku może być nieco myląca. Ilustracja sugeruje lżejszy, zabawowy nastrój i takie są pierwsze dwie plansze, na których poznajemy  wybranych bohaterów, pogrążonych w sielankowym nastroju. Na trzeciej planszy robi się nieco poważniej i dopiero po tym wstępie poznajemy tytułowego bohatera historii. Okko to ronin, na zlecenie zajmujący się tępieniem potworów. Jego towarzysze – nie stroniący od sake mnich i Noburo, ukrywający się za demoniczną maską tajemniczy wojownik, czekają na swego przywódcę w pływającej gospodzie, oferującej także towarzystwo uprzyjemniających mężczyznom czas gejsz. To właśnie od kadru z istotną dla fabuły żeńską postacią, nazywaną tu Małym Karpiem, rozpoczyna się wciągająca, awanturnicza opowieść. Na gospodę napadają bowiem piraci i mimo starań wojowniczego i najwyraźniej posiadającego nadprzyrodzone moce Noburo, uprowadzają ze sobą grupę gejsz. Na pobojowisko wraca rankiem Okko i wówczas, z ust Tikku, młodego brata Małego Karpia słyszy najpierw prośbę, a potem obietnicę. Chłopiec w zamian za uratowanie swej siostry, oferuje mistrzowi Okko swoje życie. Tak zaczyna się pełna tajemnic, mroku, krwi i miłości opowieść, snuta po latach przez postarzałego już Tikku. Opowieść, która z każdą przewracaną stroną wciąga i intryguje coraz mocniej.

Nie jest to żadne przełomowe dzieło, w warstwie graficznej wpasowuje się ze swoim dynamizmem i rysunkową szczegółowością w krąg frankofońskich, przygodowych historii. Hub proponuje nam w pierwszej warstwie to, co doskonale już znamy i lubimy, czyli grupkę charakterystycznych osobowości, związanych wspólnie jednym celem i próbujących przeciwdziałać zrządzeniom nieubłaganego losu. Ciekawostką jest fakt, że tytułowy bohater wcale nie wyróżnia się spośród pozostałych, są oni tak samo ważni dla tej historii co sam Okko. Na pewno wielką zaletą albumu jest to, że scenariuszowo Hub nie idzie na łatwiznę i ucieka od utartych szlaków. Dzięki temu jest  mrocznie, nostalgicznie i czasami z humorem, a sama fabuła w pewnym momencie zaczyna podążać coraz mniej przewidywalnymi ścieżkami, co z pewnością jest zasługą umieszczenia jej w para-japońskich klimatach.   Stąd też „Okko”, po zakończeniu lektury jawi się nie tylko jako dopracowana, awanturnicza opowieść, ale także jako gorzka historia o niesprawiedliwościach życia, które potrafi być okrutne dla wszystkich – i tych dobrych i tych przerażająco złych bohaterów. A po takiej dawce emocji, na kolejną odsłonę serii czeka się z tym większą ciekawością.

Rebis
Poprzedni

Troja. Pan Srebrnego Łuku - o wojnie o Troję raz jeszcze [recenzja]

13 Hours
Następny

13 Hours: The Secret Soldiers of Benghazi - Michael Bay w dobrej formie [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz