KOMIKS 

One-Punch Man #1 – superbohater przefiltrowany przez japońską wrażliwość [recenzja] [komiks]

Zapomnijcie o Nowym DC Comics i Marvel NOW, o Batmanie, Avengersach i pozostałych. Oto wasza nowa ulubiona opowieść superbohaterska – świeża, odrobinę szalona i obtoczona w pulpowym sosie. Oto „One-Punch Man”.

Historia tego tytułu jest równie  ciekawa jak sam komiks. W 2009 r. artysta ukrywający się pod pseudonimem ONE rozpoczyna publikowanie serii w formie komiksu internetowego. Jego kreska, przypominająca kanciaste bazgroły tworzone w paintcie, raczej odstrasza, ale sama fabuła okazuje się na tyle nośna i atrakcyjna, że w ciągu niespełna trzech lat „One-Punch Man” osiąga ogromną popularność, uzyskując wynik prawie ośmiu milinów wyświetleń. Sukces ten zostaje szybko dostrzeżony przez wydawcę, który proponuje przerysowanie całości przez profesjonalnego rysownika, Yusuke Muratę i wydanie jej na papierze. W ten oto sposób internetowa opowieść zyskuje drugie, równie intensywne życie, zostaje adaptowana na serial animowany i trafia na rynki zagraniczne.

Brak tu zadęcia, za to jest dużo dystansu, nie ma niepotrzebnego patosu i dramatyzowania, za to jest mnóstwo dobrej, lekkiej zabawy.

A w czym tkwi jej sukces? W podejściu scenarzysty, który zamiast tworzyć kolejną śmiertelnie poważną historię superbohaterską o ratowaniu świata, powrócił do korzeni gatunku i napisał prostą, bezpretensjonalną, wręcz kameralną opowieść. Jej głównym bohaterem jest Saitama, dwudziestopięcioletni łysol, który w wyniku morderczego treningu stał się niepokonanym wojownikiem. Każda walka zawsze kończy się po jednym ciosie wywołującym spektakularne zgony. Tak, tak, Saitama się nie piórkuje i w przeciwieństwie do takiego Supermana nie zna litości – wszyscy przeciwnicy kończą sześć stóp pod ziemią, bez względu na swoją siłę, rozmiary i pochodzenie.

Saitama to najjaśniejszy punkt opowieści. To bohater znudzony, cierpiący na lekką depresję związaną z brakiem nowych wyzwań w życiu. Walki, kiedyś dostarczające mu ogromu wrażeń, stały się przyziemną rutyną, a to wszystko z powodu braku odpowiedniego przeciwnika, który byłby w stanie przetrwać ten pierwszy cios. Postać sprawia wrażenie nierozgarniętej, mało inteligentnej, ale to raczej wynik marazmu w jaki popadła niż cech wrodzonych. ONE stawia więc tezę, że posiadanie ogromnej mocy wcale nie czyni życia lepszym i łatwiejszym, ale wnioski z tego płynące są zupełnie inne niż w przypadku komiksów zza wielkiej wody. Mimo jednak dość poważnego podejścia do dylematów bohatera, całość jest lekką, komediową historią będącą pastiszem gatunku. Mnóstwo tu nawiązań do japońskiej popkultury, zabawy kliszami i ogólnego nabijania się z superbohaterów. A przy tym to świetny akcyjniak ze sztukami walki w duchu „Dragon Balla”, kontynuujący zresztą udaną linię wydawniczą J.P. Fantastici.

Graficznie tytuł specjalnie sie nie wyróżnia na tle wielu innych mang tego typu. Tła i postacie są dopracowane i obfituja w liczne szczegóły, akcja jest solidnie rozrysowana i dynamiczna, a jedynym wyróżnkiem całości jest postać Saitamy, który w przeciwieństwie do reszty, jest rysowany bardzo oszczędną kreską. Ten dysonans ładnie podkreśla jego fizyczną przeciętność i to jak jest postrzegany przez przeciwników, którzy podchodzą do niego z lekceważeniem.

„One-Punch Man” okazuje się być arcyciekawym spojrzeniem na superbohaterski gatunek zdominowany przez amerykanów. Brak tu zadęcia, za to jest dużo dystansu, nie ma niepotrzebnego dramatyzowania i patosu, za to jest mnóstwo dobrej, lekkiej zabawy. Nie przegapcie tego tytułu.

cochise the sun also rises for unicorns recenzja db
Poprzedni

The Sun Also Rises For Unicorns - Seattle nad rzeką Wisłą [recenzja]

Carolco Pictures
Następny

Terminator 2: 3D - czyli filmowe remastery [ranking]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz