KOMIKS 

Orbital #6: Opór – zmiana równowagi geopolitycznej [recenzja]

Uwielbiam opowieści, w których autorzy z każdym kolejnym tomem dokładają kolejne cegiełki do wielkiej układanki, konsekwentnie rozwijają świat i nie boją się wprowadzać radykalnych zmian. Seria sci-fi Runberga i Pellego właśnie do takich się zalicza.

„Orbitalowi” daleko jest do historyjek w stylu “przygody miesiąca”, gdzie bohaterowie “ratują dzień” i wracają do ciepłych łóżeczek. Sięgając po kolejne tomy serii, czytelnik oczekujący zastania dobrze znanego status quo, nie poczuje się komfortowo. Runberg najpierw przedstawił atrakcyjny, zróżnicowany i wciągający świat, panujące w nim zasady i zależności, sprawił, że go polubiliśmy, a teraz systematycznie burzy jego harmonię.

W “Oporze” zmienia się wszystko: równowaga geopolityczna, układy sił, sojusze i praktycznie całościowy krajobraz wszechświata. Scenarzysta nie boi się pójść na całość, zaserwować kilku solidnych dramatów, czystek czy radykalnych posunięć. Dzieje się tu dużo i szybko, napięcie nieustannie rośnie, nie brakuje zwrotów akcji. Szósty album serii jest więc wysokooktanową historią, w której wszystko wywraca się do góry nogami, ale też polem, na którym łączą się zasygnalizowane w poprzednich częściach wątki. Niekiedy można odnieść  wrażenie, że niektóre z nich znajdują rozwiązanie za szybko, zwłaszcza w pędzącym na złamanie karku finale, ale ich rozwinięcie okazuje się na tyle satysfakcjonujące, że z powodzeniem można przymknąć na to oko.

Rysunki Pelle’a wciąż robią dobre wrażenie. Co prawda nie da się zauważyć jakiegoś szczególnego progresu w technice, ale jego umiejętności i wyobraźnia udanie maskują nieliczne niedostatki graficzne. Ilustrator świetnie radzi sobie przy tworzeniu technicznych szczegółów, projektuje zgrabne i oryginalne pojazdy, i przede wszystkim nietuzinkowe fizjonomie kosmitów, których w “Orbitalu” jest zatrzęsienie. Graficznie więc album stoi na równie wysokim poziomie.

“Orbital” to solidna seria science fiction, przemyślana, dobrze skonstruowana i odkrywająca karty w odpowiednich momentach, co najlepiej ukazuje właśnie szósty tom. Jeśli szukacie nielichej, rozrywkowej fantastyki z ciekawie skonstruowanym światem i bohaterami, to ten cykl jak najbardziej spełni te oczekiwania.

Momantum
Poprzedni

Forsaken - westernowa wprawka z Sutherlandami [recenzja]

Monolith Films
Następny

Londyn w ogniu - krew, wybuchy i Gerard Butler [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz