KOMIKS 

Pewnego razu we Francji #2: Czarne Wrony [recenzja]

W drugim tomie francuskiej serii historycznej prezentującej ważny fragment życiorysu głównego bohatera,  autorzy kończą z zabawami formalnymi.  Nie uświadczymy tu  charakterystycznych dla pierwszego albumu przeskoków czasowych. Twórcy skupiają uwagę na okresie niemieckiej okupacji we Francji i pokazują, jaką cenę musiał zapłacić Józef Joanovici za swoją nietykalność.

Okupacja we Francji? Na długie lata wgryzła mi się w pamięć „Wielka włóczęga” z  Bourvilem i Louisem de Funes, upewniając mnie w przekonaniu, że we Francji okupacji nie było, tylko całkiem fajna zabawa w chowanego z udziałem okupujących i okupowanych.  W swych dobrych intencjach popkultura czasem robi nam z mózgu wodę, na całe szczęście są dzieła, które potrafią bujającego w chmurach odbiorcę sprowadzić na ziemię. I jeśli nie film, to może być to komiks. W „Czarnych wronach” niemieccy najeźdźcy nie są w ogóle śmieszni, tylko odgrywają rolę bezwzględnych kombinatorów. Kombinuje też jak może Józef Joanovici, starając się zapewnić bezpieczeństwo rodzinie i kontynuować swoje milionowe interesy. Nie jest to jednak takie proste, wikła się bowiem w układy ze stroną, która w obecnej sytuacji ma większe możliwości przetargowe. Niemiecką dominację podkreślają jeszcze rysunki, może w nie do końca fortunny sposób tworząc z najeźdźców karykaturalną galerię górujących nad otoczeniem mięśniaków. Lawirowanie Joanoviciego w tych nowych realiach przynosi w końcu efekty, ale jest to droga pełna nie tylko ustępstw i machlojek, ale też z racji jego żydowskiego pochodzenia, również upokorzeń. Co więcej, w oczach wielu pozostanie na zawsze kolaborantem, nawet jeśli za plecami niemieckich wspólników wspomaga francuski ruch oporu. Oto los człowieka z żyłką do interesów, którego czyny na niektóre osoby spośród jego kręgu będą miały zbawienny wpływ, dla innych zaś zakończą się tragicznie i tym samym naznaczą go na całe życie.

W drugim albumie serii znika gdzieś atrakcyjna, sensacyjna otoczka, która była wyznacznikiem pierwszego tomu. Twórcy stawiają na historyczną prawdę, a ponieważ są to czasy Drugiej Wojny Światowej, prawda jest miejscami okrutna. Joanovici przypomina sobie swoje żydowskie pochodzenie, przestaje być jedynie ogarniętym żądzą zarabiania pieniędzy biznesmenem i stać go na nagłe odruchy serca. Jest w komiksie kilka scen zapadających mocno w pamięć, między innymi końcowa, kiedy bohater udaje się do miejsca, gdzie określana jest narodowa przynależność. Najbardziej zapada w pamięć jednak inna, gdy Joanovici spotyka na dworcu przypadkową kobietę z naszytą na ubraniu gwiazdą Dawida. Dla bohatera to moment uświadomienia sobie, że zaszły rzeczy nieodwracalne. Gdy stara się pomóc kobiecie, dając jej wskazówki w jakim miejscu może znaleźć bezpieczne schronienie, jego towarzysz stara się  go przekonać, że nie ma sensu się angażować, bo „szlachetność wyszła z mody”.  „Czarne wrony” dostarczają czytelnikowi i głównemu bohaterowi wielu chwil gorzkiej refleksji. Joanoviciemu przez długi czas wydawało sie, że jest wszechmocny, nietykalny i wiecznie będzie mógł grać w chowanego z historią. Morał zaś jest taki, że to nie my gramy z historią, tylko historia pogrywa sobie z nami. I czasem robi to w prawdziwie bezlitosny sposób.

Charles Copeland Dzika Banda 03
Poprzedni

Charles Copeland - pulpowy tytan [galeria]

HBO
Następny

Filmy, bez których nie powstałby „Detektyw 2”

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz