KOMIKS 

Pieśń Apolla tom 1 – depresja kontra miłość [recenzja]

Bóg mangi, jak często określa się Osamu Tezukę, w Polsce nie miał do tej pory szczęścia. Spośród setek jego dzieł, które zrewolucjonizowały japońską i światową popkulturę, ukazały się raptem dwa – “Metropolis” i porzucony po kilku rozdziałach “Black Jack”, a także seria “Pluto” Naokiego Urasawy będąca remakiem jednej historii z kart “Astro boya”. “Pieśń Apolla” ma być jaskółką na niebie zwiastującą wysyp jego dzieł na naszym rynku.

“Pieśń Apolla” to bardzo dobry start w twórczość Osamu Tezuki, pozycja mocna, przejmująca i prezentująca pełny wachlarz umiejętności i możliwości tego legendarnego twórcy.

Jak to w przypadku wielkich legend i klasyków miałem obawy co do tego, czy fama ciągnąca się za mistrzem nie prześcignęła jego twórczości. Ale już pierwsze strony kompletnie rozwiały moje wątpliwości, bo Tezuka niczym wirtuoz pióra zaserwował przepiękną scenę otwierającą, prezentującą akt poczęcia. Takiej metafory, która z jednej strony jest morderczą gonitwą wprost z “Wielkiego marszu” Stephena Kinga, a z drugiej esencją miłości, próżno szukać w innych dziełach. To oczywiście tylko wstęp do treści równie poważnych i uniwersalnych. Autor bowiem opowiada historię chłopaka imieniem Shogo, który ma uraz psychiczny do wszelkich przejawów miłości i intymności, i reaguje na nie niekontrolowaną agresją. Przypadkiem trafia w ręce policji i zostaje przekazany do ośrodka terapeutycznego, który za pomocą niestandardowych form kuracji spróbuje wyplenić z niego nienawiść.

Tezuka opowiada bardzo przejmującą, poważną historię, w której najpierw diagnozuje źródło problemu Shogo (klasyczny dramat i patologia w rodzinie) by następnie spróbować go rozwiązać. Dzięki temu przeniesiemy się w czasy II wojny światowej i będziemy świadkami zakazanej, wzruszającej miłości oraz na bezludną wyspę, gdzie rozbitkowie uczą się nieskażonych cywilizacją emocji od zamieszkujących ją, żyjących w przedziwnej symbiozie, zwierząt. Bohater doświadcza uczuć, których tak bardzo nienawidzi, ale czy przejdzie wewnętrzną transformację tego dowiemy się dopiero w drugim tomie. Autor nie szczędzi bohaterowi przykrości i krzywd, zarówno emocjonalnych jak i fizycznych, jakby chciał go ukarać za wyrządzone zło (Shogo jest niczym młody Dexter Morgan, znajduje bowiem ogromną przyjemność w zabijaniu zwierząt), kierując go na długą i krętą drogę do odkupienia, która niekoniecznie się zakończy.

Graficznie Tezuka plasuje się gdzieś między animowanym “Popeyem” a wczesnym Disneyem. Ma bardzo charakterystyczną, świetnie dopracowaną cartoonową kreskę, nie dajcie się więc zwieźć, że “Pieśń Apolla” przeznaczona jest dla młodszych czytelników. Papuśne twarzyczki i sympatyczne minki to tylko przykrywka dla poważnych rozważań na temat miłości i współżycia, a opowieść niepozbawiona jest mocnych, czasem brutalnych scen. Sam autor przyznał też kiedyś, że depresyjny charakter Shogo to odzwierciedlenie mrocznych nastrojów i niestabilności jaka panowała w Japonii w latach 70.

“Pieśń Apolla” to bardzo dobry start w twórczość Osamu Tezuki, pozycja mocna, przejmująca i prezentująca pełny wachlarz umiejętności i możliwości tego legendarnego twórcy, który w pełni zasłużył sobie na miano boga mangi. Nie mogę się doczekać kolejnych tytułów z jego portfolio.

Sony Music
Poprzedni

Annoyance & Disappointment - w dobrą stronę [recenzja]

Domino Records
Następny

Have You In My Wilderness - żeński Piotruś Pan [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz