KOMIKS 

Red Skin #1: Welcome to America – zimna wojna i superherosi [recenzja]

Sensacyjne “Red Skin” to jedna z najnowszych komiksowych serii Xaviera Dorisona, scenarzysty, który doskonale czuje się w każdym gatunku. Dzięki temu każdy jego tytuł to gwarancja solidnej rozrywki.

Zimna wojna. W Stanach Zjednoczonych ruch purytański dowodzony przez pastor Jackie Core zdobywa coraz większą popularność. Konserwatywna przywódczyni wzywa naród do oczyszczenia go z wszelkich przejawów niegodności, a jej najlepszym narzędziem do tego celu jest zamaskowany Cieśla, który wykańcza najbardziej znane osobistości, głównie z branży porno. A wszystko to pod hasłami “chrześcijańskiej czystości” i “walki z komunizmem”. Masom się to podoba, policja nie reaguje, a ofiarami wściekłej gawiedzi zaczynają padać też małe burdele i zwykli “nieprawi” obywatele. Ze względów politycznych ZSRR zależy aby w USA był spokój, dlatego też wysyłają tam swoją najlepszą agentkę, Wierę Nikołajewnę, która w przebraniu superbohaterki ma zbudować silny ruch opozycyjny.

Xavier Dorison w interesujący sposób bawi się mitem superbohaterskim. Amerykańskie popkulturowe dziedzictwo przekuwa w radziecką superbroń, która w zasadzie ma pomóc samym Amerykanom. Autor niejako odwraca role “dobrych” i “złych”, ślepy fanatyzm stawiając naprzeciw zdrowemu rozsądkowi, uosabianemu przez… Leonida Breżniewa. Jest to ciekawy punkt wyjściowy dla reszty opowieści, snutej już w sensacyjnym stylu. Sporo tu akcji, walk i bijatyk, zgłębiania tajników branży porno (Wiera pod przykrywką trafia pod dach popularnego reżysera) i przede wszystkim prezentacji głównej bohaterki, jej umiejętności i niewątpliwych wdzięków. Red Skin to taka trochę kopia Czarnej Wdowy z Marvela – biegła w sztukach walki, równie zabójcza co piękna, inteligentna i przebiegła ale w przeciwieństwie do swej zamerykanizowanej koleżanki, może się pochwalić weselszym usposobieniem i poczuciem humoru. Co też ciekawe, w pierwszej wersji seria miała nosić nazwę “Red Widow”, ale zmieniono ją ze względu na prawa licencyjne.

Warstwę graficzną przygotował Terry Dodson, rysownik bardzo niekonsekwentny w swych dokonaniach. Z jednej strony potrafi zachwycić szczegółami i poziomem dopracowania kadrów (“Sny Coraline”), a z drugiej odwalić totalną fuszerkę, której nie da się oglądać (“Księżniczka Leia„). Całe szczęście w “Red Skin” mamy do czynienia z tą lepszą stroną jego umiejętności. Drugi plan jest dopracowany, kobiety wyglądają zjawiskowo, a sceny akcji są dynamiczne i nieźle rozplanowane.

“Welcome to America” to całkiem niezły album, który póki co jest wstępem do szerzej zakrojonej opowieści. Dorison pozostawił kilka ciekawych kwestii bez odpowiedzi i zawiesił akcję w bardzo niewygodnym dla czytelnika miejscu. Mam nadzieję, że w kontynuacji (która wciąż powstaje) rozwieje wątpliwości i zagęści atmosferę jeszcze bardziej.

Armia okładka media
Poprzedni

Tam gdzie kończy się kraj - Armia znowu żywa [recenzja]

Freedom Church
Następny

Dziesięć książkowych opowieści o duchach

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz