KOMIKS 

Rycerze Sidonii tom 1 – space opera, wielkie roboty i groza [recenzja]

“Rycerze Sidonii” kreacyjnie i fabularnie są najlżejszą i najłatwiej przyswajalną mangą w dorobku Tsutomu Nihei, który, oprócz swoich ulubionych gatunków jak sci-fi i horror, wykorzystał w niej space operę i wielkie roboty.

Sidonia to potężny, megalityczny okręt kosmiczny, który po zniszczeniu Układu Słonecznego, błąka się po kosmosie, od tysiąca lat unikając kontaktu z Pustelniakami, przerażającymi stworami będącymi przyczyną zagłady. Głównym bohaterem opowieści jest Nagate Tanizaki, nastolatek, który po latach życia w odosobnieniu w podziemiach statku, przypadkiem zostaje przywrócony na łono społeczeństwa. Chłopak cały swój wolny czas poświęcał ćwiczeniom w symulatorach wojskowych i dzięki temu dostaje przydział do kadetów mających w przyszłości pilotować potężne jednostki bojowe, tzw. gwardy, będące pierwszą i jedyną linią obrony ocalałego gatunku ludzkiego.

Tsutomu Nihei “Rycerzami Sidonii” zrobił sobie odpoczynek od przytłaczających i depresyjnych opowieści pokroju “Abary” czy “Bleme!”. Nieco na bok odstawił groteskowy horror i senną narrację, a fundamentem swej historii uczynił lżejszy emocjonalnie gatunek, jakim jest mecha, czyli wielkie roboty. Do serii inkorporował wszystkie najważniejsze atrybuty “Neon Genesis Evangelion” – sztandarowego tytułu w tej kategorii – które przyoblekł w charakterystyczne dla siebie cechy wizualne – mroczną atmosferę, monumentalizm i biomechaniczność. Ta egzotyczna mieszanka, w której czysty i wypolerowany świat koegzystuje na równi z tym brudnym, zatęchłym i organicznym, wypada nader oryginalnie.

Fabularnie mamy do czynienia z bardzo typową gatunkową historią, w której pozornie przeciętny dzieciak zasiada do potężnej maszyny, stacza boje na śmierć i życie z potężniejszym od siebie zagrożeniem, a z czasem staje się jedyną nadzieją ludzkości na wyzwolenie z jarzma strachu. Przy okazji jest też przewodnikiem po osobliwym świecie i panujących w nim regułach, a tych Nihei stworzył bardzo dużo. Co ciekawe osadził “Rycerzy…” w swym niedookreślonym uniwersum, w którym toczą się wszystkie jego mangi, co nadaje serii jeszcze większego smaczku. Idąc tym tropem można sobie pofantazjować, że “Sidonia” to niejako sequel “Abary”, której finał równie dobrze mógł być początkiem dla niniejszej opowieści. Ale to szczegół.

Nihei tak naprawdę nie wymyśla w “Rycerzach…” nic nowego, po prostu sprawdzony przepis przyprawia zupełnie nowymi dodatkami, które to świadczą o jego wyjątkowości. Mieszają się tu więc spektakularna akcja, teen drama i łagodna erotyka z social fiction, pesymistyczną atmosferą i odrobiną grozy. A to wszystko w przepastnych przestrzeniach i Sidonii, i kosmosu.

the power of music
Poprzedni

The Power of Music - Blue Öyster Cult odrodzony [recenzja]

psychopaci
Następny

O chorobliwych obsesjach, czyli ośmiu literackich psychopatów [ranking]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz