KOMIKS 

Saga tom 4 – najlepszy komiks dla rodziców [recenzja]

Zasiadając do pisania tego tekstu zastanawiałem się czy po raz kolejny wystawić “Sadze” najwyższą notę. Nie jest przecież możliwym aby Vaughan bez przerwy utrzymywał ten sam wysoki poziom, co nawet potwierdza czwarty tom. Jednak po rozważeniu wszystkich za i przeciw, daję stówę, bo przecież na świecie nie ma drugiego takiego komiksu.

Największym zarzutem w stronę najnowszego albumu jest fakt, że nie dostajemy w nim nic nowego, czego do tej pory w serii nie było. Scenarzysta korzysta ze sprawdzonej formuły: na zmianę szokuje i uspokaja akcję, pobudza emocje, zaskakuje cliffhangerami, brutalnością i dosłownością, a to wszystko w ramach dziwacznego ale… już oswojonego świata. Osobliwe postacie, pojazdy, reguły rządzące tym uniwersum i szaleńcza akcja już nie robią takiego wrażenia jak za pierwszym razem, przyzwyczailiśmy się do nich i w momencie gdy autor uspokaja fabułę, na chwilę osadza bohaterów na mieliźnie, wydaje nam się, że obniża loty. A to nieprawda, bo przecież ciągła jazda na adrenalinie tylko szkodzi zdrowiu. Ale tak po prawdzie tej wcale nie brakuje, tyle że jej źródłem już nie jest wariacki pościg i ucieczka, a sięgające zenitu relacje między bohaterami.

Vaughan we wszystkich tomach doskonale rozwija swoje postacie, kuje ich charaktery w ogniu walki o przetrwanie, ale w czwartym epizodzie daje im trochę odsapnąć. Co w zasadzie wychodzi im na gorsze, bo okazuje się, że stabilizacja jest ostatnią rzeczą jaką potrzebują Marko i Alana. I w tym trochę tkwi szkopuł zarzutu o spadek jakości. Pędząca na złamanie karku akcja i ciągłe jej zwroty przysłoniły sedno opowieści, którym są właśnie więzy między bohaterami. Gdy odrzeć całość ze sztafażu science fiction pozostanie nam bardzo żywa, uniwersalna opowieść obyczajowa o trudach rodzicielstwa. Łatwo więc sobie wyobrazić, że ktoś kto nie jest matką albo ojcem będzie szukał w “Sadze” zupełnie innych treści, a jej sedno obejdzie go tyle co zeszłoroczny śnieg. To właśnie obecne w albumie emocje związane z byciem rodzicem, mężem i żoną są tutaj najsilniejsze, a zawarte w fabule problemy typu: czy nie wysyłać dziecka na lekcje tańca, tylko dlatego, że nauczycielka jest atrakcyjna albo czy wziąć dopalacz, aby mieć siłę spędzić z maluchem więcej czasu, wbrew pozorom mogą okazać się bardziej kluczowe od tego, czy kogoś zabić lub nie.

Czwarty tom jest w szczególności o uczuciach, bardzo silnych i bardzo różnych i to może nie trafić do każdego czytelnika. Ale ci będący rodzicami docenią go nawet bardziej niż poprzednie, mocniej skupione na warstwie sensacyjnej albumy.

Wieczny Batman
Poprzedni

Wieczny Batman #1 - Syndrom komputerowej serii Arkham [recenzja]

J.P. Fantastica
Następny

Green Blood tom 3 - bardzo Dziki Zachód [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz