KOMIKS 

Salambo – historyczne science fiction [recenzja]

Po Moebiusie, Bilalu, Tardim i Gimenezie kolejny ważny artysta europejski, Philippe Druillet, trafia do Polski.

Druillet to nie tylko twórca zniewalających wizji fantastycznych światów, ale też współzałożyciel kultowego magazynu “Metal Hurlant” i wydawnictwa Les Humanoïdes Associés, publikującego wiele odważnych i rewolucyjnych komiksów. Jego wpływ na kształtowanie się tej sztuki w Europie jest więc ogromny. Niemniej albumy spod jego ręki należą do kategorii takich, które albo się kocha albo nienawidzi. Świadczy o tym fakt, że artysta jest znacznie lepszym malarzem niż opowiadaczem, poświęcającym ciągłość i logikę fabuły na ołtarzu plastyczności obrazu i kompozycji.

“Salambo”, będące adaptacją XIX-wiecznej powieści Gustave’a Flauberta rozgrywającej się tuż po pierwszej wojnie punickiej, cierpi na narracyjne niedostatki, ale oczarowuje fantastycznymi grafikami. Artysta przenosi antyczną opowieść o Matho, romantycznym barbarzyńcy z obsesją na punkcie tytułowej kapłanki, w daleką przestrzeń kosmiczną, gdzie zyskuje ponadczasowy wymiar. Całostronicowe i dwustronicowe, bogato ornamentowane plansze zachwycają przede wszystkim barokowym przepychem i przywodzącymi na myśl dzieła H.P. Lovecrafta, H.R. Gigera czy Davida Cronenberga ozdobnymi elementami architektonicznymi, futurystycznymi machinami, obrzydliwymi, fantastycznymi stworami i osobliwą kolorystyką. Epickie sceny batalistyczne ukazywane z szerokiej perspektywy, monumentalne budowle i niekonwencjonalna kompozycja kadrów to tylko niektóre składowe zapadające w czytelniczej pamięci, ale też znak rozpoznawalny jego twórczości. Artysta operuje skrajnościami zarówno w treści jak i formie, a w każdym kadrze perfekcyjnie panuje nad obrazkową materią. Tym samym żadne opinie o umiejętnościach Druilleta nie są przesadzone, warto je więc zobaczyć na własne oczy.

Wykreowany w “Salambo” świat jest okrutny, odrażający i demoniczny, ocierający się wręcz o kiczowatość. Jednak artystyczna konsekwencja artysty sprawia, że trudno go posądzić o uprawianie tandety, tym bardziej, że wszystkie walory wizualne są największym atutem jego krwawych i ponurych obrazów. Te co do jednego mogą ozdabiać ściany najbardziej prestiżowych galerii. I cóż z tego, że sama opowieść się nie broni, skoro przecudne plansze i tak odciągają uwagę od słów?

TT_cover
Poprzedni

The Big Ass Beer to Go - Bluesowa petarda [recenzja]

07.04.2017 Warszawa Dawid Weber.pisarz Si-FI
fot Adam Tuchlinski/ Vitro.im
Następny

David Weber - pisarz odpowiada za swoich czytelników [wywiad]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz