KOMIKS 

Sam Zabel i magiczne pióro [recenzja]

Czy niektórzy z nas nie są już zmęczeni superbohaterami? Sam Zabel, bohater komiksu Dylana Horrocksa nie tylko jest zmęczony, ale wręcz nienawidzi herosów w trykotach. Dlaczego? Bo tworzy o nich historie. Kiedyś był ambitnym artystą i tworzył w pełni autorskie dzieła. Obecnie jest scenarzystą  od jednej franszyzy i cierpi na kryzys twórczy, ogniskując swą nienawiść na zjawisku komiksu superbohaterskiego.

Komiks Horrocksa nie jest jednak wcale nagonką na wszechobecnych dzisiaj superbohaterów. Podobnie jak w wydanym w zeszłym roku albumie „Życie nie jest takie złe, jeśli starcza ci sił” Setha, gdzie bohaterem również był artysta komiksowy, który odkrywał prace innego artysty sprzed lat, „Sam Zabel i magiczne pióro” to nostalgiczne odwołanie się do przeszłości, w której także opowieści o superbohaterach wyglądały inaczej niż dzisiaj. Były historiami z prostą fabułą i często naiwnymi, bo przecież w tamtych czasach ich adresatem były  dzieci. Czy to oznacza, że dzisiejsi dorośli są po prostu dużymi dziećmi? Po części tak, bo kto wychował się na Kinie Nowej Przygody na zawsze w jakiejś części pozostanie spragnionym nowych wrażeń dzieciakiem. Ale komiks i to właśnie komiks superbohaterski, za sprawą twórczości Alana Moore’a, czy Franka Millera bardzo wydoroślał.  To jednak tylko chlubne wyjątki, bo większa część tego medium (i nie tylko tego) to rozrywka na mocno średnim poziomie. Taka też jest seria „Lady Night” o kobiecej superbohaterce, której scenarzystą jest Sam Zabel. Po konferencji poświęconej literaturze XXI wieku młoda autorka internetowych komiksów mówi Samowi wprost, że jest on zwykłym wyrobnikiem. W wyimaginowanej rozmowie narzekającego na wszystko autora z bohaterką swojego komiksu Zabel stwierdza, że zaprzedał duszę. Sama Lady Night widzi to trochę inaczej, bo czymże różni się dzisiejszy schemat opowieści od schematów sprzed lat? Bohaterka walczy ze złymi facetami i rozwiązuje zagadkę. Każda dekada rządzi się jednak inną wrażliwością i kiedyś taka walka wyglądała inaczej, może i naiwniej, ale za to subtelniej. Natomiast dzisiaj, zgodnie z linią wydawnictwa, tworzone przez Sama historie o Lady Night mają być po prostu seksistowskimi fantazjami o władzy. Chociaż w słowach wypowiadanych przez superbohaterkę – „Możesz mnie zmusić, żebym zrobiła cokolwiek zechcesz. Uczyń mnie swoją fantazją, Sam”,  kryje się zamierzona dwuznaczność, której w tej konkretnej chwili autor wydaje się jeszcze nie dostrzegać.

W „Niezwykłej historii Marvel Comics” Sean Howe odbrązowił zawód komiksowego artysty. To biznes jak każdy inny, jest tam wieczne zapotrzebowanie na nowych artystów, na świeżą krew, a częstym efektem jest popadnięcie w rutynę, której rytm wyznacza bezlitosny cykl comiesięcznych zeszytów. Na długo przed Seanem Howe w mechanizmy komiksowego rynku zagłębiał się już Dylan Horrocks. „Sam Zabel i magiczne pióro” jest tak naprawdę obszerną konkluzją do wydawanej w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku komiksowej serii „Pickle”, opublikowanej później w zbiorczym wydaniu jako „Hicksville” (to nazwa bardzo dziwnego, nowozelandzkiego miasteczka, którego wszyscy mieszkańcy znają się na komiksach) W „Samie Zabelu i magicznym piórze” główny bohater również występuje jako autor „Pickle”, mamy zatem do czynienia z komiksowym alter ego Horrocksa. Możemy zatem przypuszczać, że opisuje on własne zmagania z wszechmocnym rynkiem  i z samym sobą. Dla artysty z misją, postrzegającego swoją twórczość w sposób idealistyczny,  kryzys twórczy zaczyna się w momencie kiedy trzeba podporządkować się prawom rynku. W przypadku Sama Zabela kryzys twórczy to jeszcze nic, bohatera ogarnia piękna z nazwy, ale przykra w skutkach anhedonia, czyli kompletny brak odczuwania radości i przyjemności. Co robić w takich momentach? Dla Horrocksa odpowiedzią jest zwrócenie się ku tradycji, ku źródłom komiksowego medium. Susan, wspomniana wyżej autorka internetowych stripów, pokazuje Samowi stary komiks z lat pięćdziesiątych, „Królową Wenus” z tajemniczą, zieloną kobietą na okładce.  Informuje go również, że w antykwariacie w którym znalazła ów komiks, znajduje się jeszcze inne dzieło tego samego, nieznanego autora, zatytułowane „Król Marsa”. Komiks wpada w ręce Sama Zabela i okazuje się być czymś więcej, a mianowicie przepustką do wyimaginowanego świata. Podróż którą Sam Zabel odbywa z tajemniczą przewodniczką z rakietowymi butami na nogach, jest powrotem do początku, do czasów nieskrępowanej wyobraźni. Podkreślają to rysunki Horrocksa, równie proste i wzbudzające nostalgię, jak te ze złotej ery komiksu.  W ogóle historię Sama Zabela powinno się czytać razem z wydanym niedawno „Zrozumieć komiks” Scotta McClouda, bo to dzieła wzajemnie się uzupełniające, nobilitujące i przybliżające czytelnikowi komiksowe medium. Zaś samo niezwykłe, magiczne pióro z tytułu albumu Horrocksa, staje się tu symbolem wolności twórczej, której pragnienie odczuwa wtłoczony w ramy wyrobnika Sam Zabel.

Finał historii jest o tyle zaskakujący, bo okazuje się, że Sam Zabel i Dylan Horrocks nie są zafiksowani na samych sobie, a sedno ich poszukiwań nie opiera się jedynie na wzdychaniu za starymi, dobrymi czasami.  W najlepszej sytuacji są zawsze odbiorcy. Bo co ich tak naprawdę obchodzi, że jakiś artysta zmaga się z kryzysem twórczym i nie pisze,  bądź nie rysuje już tak,  jak w swoich najlepszych latach? Przecież zawsze znajdą się nowi artyści,  zdolni odczuwać radość i przyjemność z tworzenia sztuki i dzielenia się nią z innymi.

dziubak DB
Poprzedni

Emilia Dziubak - fantastyczne ilustracje dla dzieci [galeria]

Wydawnictwo Ezop
Następny

Zielony wędrowiec [recenzja] [książka] [dla dzieci]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz