KOMIKS 

Sanktuarium #2: Wrota otchłani – lekkostrawna zabawa w pop [recenzja]

Komiksowy horror science fiction Dorrisona znalazł się na półmetku, zatem scenarzysta jeszcze bardziej zagęszcza atmosferę i wpędza uwięzionych bohaterów w coraz groźniejsze i niewytłumaczalne sytuacje.

Po odnalezieniu wraku radzieckiej łodzi podwodnej oraz starożytnej świątyni, część załogi okrętu USS Nebraska rozdziela się na dwa zespoły badawcze. Pierwszy, który trafia do zatopionego wraku zdobywa kilka cennych historycznych informacji, po drugim, wysłanym w głąb megalitycznej budowli, ginie słuch. W ślad zanim zostaje wysłana ekipa ratunkowa, ale zaginieni, jak się okazuje, to najmniejszy problem uczestników misji, którzy jeden po drugim padają ofiarą dziwnych chorób, halucynacji i sabotaży.

„Wrota otchłani” kontynuują krótki maraton dobrej zabawy popkulturą, dostarczając mnóstwa lekkostrawnej ale przepysznej treści.

Dorison wciąż stosuje filmową narrację i nawiązuje różnymi scenami do klasyków gatunku. Kontynuuje więc przyjęty przez siebie sposób opowiadania historii, dostarczając bardzo przyjemną dla ducha mieszankę “Obcego”, “Głębi” czy “Polowania na Czerwony Październik”. Autor doskonale rozumie popkulturę, zna cytowane przez siebie dzieła i potrafi je przetworzyć w taki sposób aby razem tworzyły atrakcyjną, spójną całość. W ogóle nie przeszkadza fakt, że “Sanktuarium” zlepione jest ze znanych klisz i motywów, że wypadki można przewidzieć na kilka kroków w przód, a bohaterowie to zbiór wygenerowanych losowo archetypów. Ważna jest atmosfera grozy i niepokoju, kolejne pomysłowe utrudnienia na drodze bohaterów i natura zagadki, której rozwiązania można się oczywiście domyślić, ale zabawa przecież tkwi w szczegółach. A te tkwią nie tylko w napakowanym odniesieniami scenariuszu ale i w rysunkach Beca.

Ilustrator, oprócz pięknych podmorskich pejzaży, kreuje też zachwycające przestronnością, potężne budowle, które potrafi uchwycić z ciekawej perspektywy. Dzięki temu i my możemy doświadczyć ich ogromu i poczuć się jak małe robaczki. Do tego dochodzi jeszcze gęsta, mroczna atmosfera i umiejętne operowanie czernią, które tylko potęgują grozę. Bec, idąc tropem scenarzysty, również bawi się w filmowe odniesienia, nadając bohaterom twarze znanych aktorów, ale też tym razem cytuje uznanych ilustratorów, a mianowicie Luisa Royo, któremu podebrał kilka postapokaliptycznych krajobrazów.

„Wrota otchłani” kontynuują więc krótki maraton dobrej zabawy popkulturą, dostarczając mnóstwa lekkostrawnej ale przepysznej treści. I choć „Sankturaum” nie zapisze się w annałach historii jako komis wybitny, to pozostawi po sobie bardzo dobre wrażenie i poczucie niezmarnowanego czasu.

fot. Mateusz Skwarczek / Leszek Zych / Tomasz Jodłowski
Poprzedni

Szostak, Orbitowski, Twardoch - dzieci nowego popu [książka]

Albatros
Następny

Mroczna wieża #5 Wilki z Calla - przerywnik w drodze do celu [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

1 Comment

  1. 2015-11-17 at 19:00 — Odpowiedz

    Oba tomy zamówione. :)

Dodaj komentarz