KOMIKS 

Sex #2: Supercool – stosunkowo lepsza pozycja [recenzja] [komiks]

Pierwszy tom “Sexu” miał za zadanie przyciągnąć uwagę czytelnika na tyle by ten zechciał sięgnąć po kolejny album. I o ile “Letnie uniesienia” kompletnie nie spełniły tego zadania, o tyle ich kontynuacja, “Supercool”, wreszcie zaczyna nabierać rumieńców i powoduje u czytelnika lekkie zainteresowanie.

Dwa z trzech wątków to kawał niezłego kryminalnego thrillera rozgrywającego się na tle zepsutego i wyraziście sportretowanego miasta. Jest w nich też coś co nieodparcie kojarzy się z filmami Bruce’a Lee.

Paradoksalne to zainteresowanie pojawia się w chwili gdy scenarzysta bardziej skupia się na dwóch wątkach pobocznych, związanych z podziemną działalnością przestępczą, a w cień odsuwa głównego bohatera, Simona Cooke’a, który po latach działalności jako superbohater, próbuje na nowo ułożyć sobie życie już jako zwykły człowiek. Kwestia jego byłego pomocnika, który na własną rękę próbuje wytępić kryminalistów z Saturn City nabiera wyrazu, podobnie jak ta związana z braćmi Alfa odbudowującymi wpływy w mieście. Oba wątki to kawał niezłego kryminalnego thrillera rozgrywającego się na tle zepsutego i wyraziście sportretowanego miasta. Jest w nich też coś co nieodparcie kojarzy się z filmami Bruce’a Lee: samotny mściciel, karate mistrz systematycznie dążący do celu, po kolejnych, wypełnionych coraz bardziej doświadczonymi wojownikami kręgach; wojownicy w świetnie skrojonych garniturach i charakterystycznych maskach; grupa mistrzów sztuk walki pragnąca władzy… Te subtelne odniesienia oraz ujawnianie (w końcu!) kolejnych fragmentów intrygi potrafią skutecznie zainteresować.

Inaczej jest jednak z wątkiem głównym. Wciąż jest niemrawo, powolnie i irytująco. Cooke nadal snuje się po różnych przestrzeniach, uprawia jałową gadkę, nie potrafi się zdecydować i spuścić trawiącej go frustracji. Nawet “szokujący” zwrot akcji nie jest w stanie skutecznie zaprzęgnąć go do działania – wyraźnie brakuje mu maski i peleryny, które zapewne go motywowały.

Tytułowego seksu ponownie jest dosyć sporo i to w różnych odsłonach, ale nadal nie spełnia on żadnej roli w komiksie, po za taką, że ukazuje, iż różni ludzie, z różnych warstw mają jakieś intymne życie. Po serii, która w tytule ma stosunek płciowy, należałoby się spodziewać znacznie bardziej nietypowego podejścia do tematu. Zresztą Joe Casey, w wywiadzie zamieszonym na końcu tomu, przyznał się, że seks to tylko chwyt, mający na celu przykucie uwagi i przyciągnięcie czytelnika. Haczyk może i zadziałał, ale jego kaliber jest zdecydowanie zbyt mały by ostatecznie złowić zdobycz.

“Supercool” niespodziewanie okazał się znacznie lepszym tomem od “Letnich uniesień” i daje nadzieję, że seria rozkręci się na dobre (w końcu mamy za sobą już czternaście zeszytów) a każdy z podjętych wątków doczeka się interesujących rozwiązań. Wciąż jeszcze wiele tej serii brakuje ale zdaje się, że wkroczyła na znacznie lepszą drogę.

UIP
Poprzedni

Śmierć na szczycie – najciekawsze filmy o górach

Egmont
Następny

Strażnicy Galaktyki #1: Kosmiczni Avengers - skąd ta powaga? [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz